Opowiadania odważnych dla odważnych

Świat nigdy nie znalazł dobrej definicji dla słowa "wolność".
- Abraham Lincoln

Autor: Arthen
Data dodania: 2008-03-29 20:50:18
Rozmiar czcionki zmniejsz zwieksz
Oceny ocen: 0
Odslon: 2515
Dodatkowe: Wyślij ten adres znajomemu
Widok do druku drukarka

Piechota, ta szara piechota ...

OpisOpowiadanie z czasów II wojny światowej, jedna z akcji w bitwie nad Bzurą
Tresc
Moje pierwsze opowiadanie i pierwsza odezwa na tej stronie. smile

Nazwiska żołnierzy są moim wymysłem i dowódcy (niestety) też. I bardzo proszę aby nie traktować tego jako jakieś szowinistyczne przesłanie, po prostu jest to klimat wojny z Niemcami w oczach Polaka. Pozdrawiam i zapraszam. smile

Piechota, ta szara piechota ...



Bitwa nad Bzurą, 14 września 1939 roku



  Ostrzał artylerii polskiej trwał już godzinę. Kule leciały przez Skierniewkę w kierunku  niemieckiego pułku piechoty, zawsze w idealnej proporcji. Z daleka dochodziły głosy walki z innych rejonów, a co jakiś czas dostrzec można było kilka niemieckich samolotów zwiadowczych. Żołnierze polscy z dwóch batalionów 75 pułku 23 Górnośląskiej Dywizji Piechoty, która była podporządkowana Armii „Kraków”, przygotowywali się do silnego uderzenia na Niemców w rejonie lasu Skierniewickiego. Rejon rzeczy zajęli niemieccy żołnierze uniemożliwiając Polakom szybką przeprawę i sprawny manewr kawalerii w kierunku Łowicza, na które gen. Kutrzeba skoncentrował natarcie. Szturmowi miał towarzyszyć jeden batalion kawalerii 15 pułku z Wielkopolskiej dywizji.

  Okolica przed wojną była bardzo piękna. Topole za rzeką wznosiły się dumnie nad całym rejonem, a złociste pola na wschód od Skierniewki nadawały całej tej małej krainie swoisty, piękny wygląd. Kiedyś Józef Piłsudzki powiedział „Polska jest jak obwarzanek; kresy urodzajne, a w środku nic.” W większym stopniu to prawda, jednak tutaj przed 1 września wszystko kipiało urodą. Jednakże wojska niemieckie i wojna prawie dostatecznie zniszczyły to miejsce i zamieniły je w krwawe pole walki z mnóstwem złomu. Niegdyś spokojna rzeczka - dopływ Bzury - nękana była kulami armatnimi, które ledwo sięgały celu.

  Żołnierze, którzy byli już od dawna na nogach wyczekiwali teraz na upragniony rozkaz ataku. Większą część pułku stanowili Ślązacy, których można było poznać po charakterystycznym akcencie. Kilku z nich miało już okazję walczyć z Niemcami na Śląsku wraz z Korpusem Ochrony Pogranicza trzeciego i czwartego września.

  Każdy z nich wyglądał i był wyposażony mniej więcej tak samo. Uzbrojeni byli w karabin wz. 98a z pełnym zapasem nabojów schowanych w fabrycznym pudełku. Do pochwy z żabką schowali bagnet na broń. Do pasa przypięli po 2-3 granaty zaczepne i kilka obronnych. Kilku z nich miało również nożyce służące do przecinania drutu. Poza uzbrojeniem każdy żołnierz musiał posiadać znak tożsamości, osobisty opatrunek, manierkę, owijacze, menażkę, niezbędnik, chlebak. Oprócz tego niektórzy posiadali maskę przeciwgazową z 1932 roku, która schowana była w torbie brezentowej. Poza podstawowym wyposażeniem, kawaleria zbrojna była w szable. Kurtki mundurowa wyglądała jak każda inna, z tym wyjątkiem, że na lewym ramieniu każdy żołnierz miał naszywkę z oznaczeniem swojej dywizji. Szeregowcy i kaprale włożyli na siebie hełmy wz. 31, jedynie starsi stopniem ubrali rogatywki polowe.

  Całą tą operacją miał dowodzić sierżant Ignacy Panilecki. Mężczyzna ten był twardym chłopem, wychowanym w Sosnowcu. Od dziecka marzył aby zostać żołnierzem, a ambicje i ciężka praca pozwoliły mu w krótkim czasie dorobić się sierżanta. Dowiedziawszy się o przejęciu władzę przez Hitlera czujnie ją śledził. Od początku nie podobały mu się rozporządzenia o paleniu żydowskich dzieł oraz inne zabiegi, które wprowadzał. W końcu doszło do wojny, a Panilecki został przydzielony do 23 dywizji Górnośląskiej. Na początku był w kawalerii dywizyjnej, jednak poprosił o zmianę przydziału i odesłano go z rozkazem zebrania trzech batalionów i uderzenia przez Skierniewkę.

  Wyglądał młodo, gdyż rzeczywiście był młody. Miał trzydzieści trzy lata, osobliwy wyraz twarzy, krzaczaste brwi i młodzieńczy wyraz twarzy, lecz powagi nadawał mu czarny wąs. Teraz przez lornetkę obserwował ostrzeliwany rejon. Miał nadzieję na szybkie natarcie i zdezorganizowanie wroga, jednak doskonale wiedział, że żołnierze niemieccy nie są głupi i nie dadzą się zaskoczyć, a ostateczny atak przez rzekę, owszem skończyłby się zwycięstwem, ale za cenę zbyt wielu ludzi. Obserwował przez jakiś czas teren, a potem wpadł na pewien pomysł. Rozkazał artylerzystom pozostać na swoich miejscach, a sam podszedł do swego pomocnika.

- I co wymyśliłeś? Do godziny musimy przypuścić atak.- oznajmił niski kapral o owalnej twarzy i dużych brązowych oczach.
- Nie wiem na co Szwaby czekają. Co prawda nie mogą się cofnąć w las, bo z meldunku wynika, że zaplątał się tam jakiś nasz oddział i wygląda na to, że oni tez o tym wiedzą.
- Czemu się nie spakują i odejdą do Łowicza?- to pytanie na moment zawisło w powietrzu.
- Nie mam pojęcia, być może boją się uderzenia naszej kawalerii. Z drugiej strony zawsze lepiej jest się okopać i się bronić niż zostać zaatakowanym w przemarszu.
- Zważywszy na to, że dzieli nas rzeka, zdążyli by powybijać połowę z nas.- Sierżant popatrzył na niego oburzonym wzrokiem.
- Te, kapralu, po czyjej stronie jesteś?
- Po naszej oczywiście.- odrzekł zmieszanym tonem pomocnik Panileckiego.
- Bo już się zaczynałem martwić.- uśmiechnął się- Dobra, przejdę od razu do sedna. Miałem plan rozdzielić pierwszy batalion piechoty na dwie części. Jedni uderzą z pobliża Skierniewic, a drudzy od drugiej strony. Kawalerię przeprowadzimy z tą pierwszą częścią, może się uda ich zaskoczyć.
- A potem wyślesz drugi batalion?- Kapral spojrzał w kierunku rzeki.
- Tak, mamy jedną przewagę, oni nie mają dział.
- Ale są za to stanowiska karabinów maszynowych.
- Nie ma.- Kapral oderwał wzrok od rzeki.
- Jak to nie ma?- zdziwił się. Panilecki uśmiechnął się i odpowiedział potrząsając głową.
- Wczoraj nasi po wypadzie przejęli trzy, a reszta została zniszczona. Niemcy byli nieostrożni, zostawili je zbyt blisko rzeki.
- To dobrze, kolejny plus i o kilku mniej zabitych podczas tej wojny.- Sierżant pokręcił głową.
- Idź do chłopaków nad rzeką i powiedz im, aby skoncentrowali ogień na północno-zachodnią stronę rzeki. Niech przybliżą działa i ostrzeliwują Niemców cały czas. Dostaliśmy sprzęt i sporo amunicji, przynajmniej zrobimy z nich pożytek. Tylko pamiętaj, jak piechota zacznie przekraczać rzekę natychmiast przerywacie ogień.
- Tak jest.- odpowiedział kapral, zasalutował i zszedł z górki w kierunku polskich dział. Sierżant podszedł do swojej kompanii uderzeniowej i przemówił głośnym, twardym tonem.
- Zebrać się!- przez chwilę żołnierze się krzątali, a w końcu ustawili się w szeregach.
- Jak dobrze wiecie, nasz generał Kutrzeba postanowił uderzyć w kierunku Łowicza, być może uda nam się dzięki temu wyprzeć z tego rejonu Niemców. Bortnowski dowodzi tą całą operacją z Łowiczem, a naszym małym zadaniem jest pozbycie się tego pułku za rzeką. Podczas, gdy 16 Dywizja Piechoty będzie nacierać i walczyć, nie będą się musieć martwić, że ktoś wejdzie na ich tyły. Przy odrobinie szczęścia to my wspomożemy Bortnowskiego i my odciągniemy część niemieckich sił na nas, lecz na razie skupmy się na naszym głównym zadaniu. Słuchajcie. Niemcy nie mają już karabinów maszynowych, z analizy wygląda na to, że są niezdecydowani co daje nam dużą przewagę.
- Dużą?- spytał głośno jeden z szeregowych z przodu.
- Tak, do cholery dużą! Rozdzielimy nasze siły, nie będą wiedzieli w kogo nacierać, a z tego co wiem przygotowani są na jeden batalion piechoty i jeden batalion kawalerii. Pierwszy batalion z 75 dywizji dzieli się na dwie grupy, jednak atakuje od strony miasteczka, które Jak wiecie zostało dwa dni temu opuszczone przez Niemców. Druga zaatakuje od strony rzeki. Z tą od miasteczka ruszy nasza kawaleria. Ruszajcie się szybko, strzelajcie celnie. Gdy wjedziecie w pole walki wesprę was drugim batalionem. Wszystko jasne?
- Tak jest!- odpowiedzieli chórem Polacy, jednak jeszcze się nie rozeszli. Panilecki zaczął się przechadzać tam i z powrotem.
- Każdy z nas podczas tych starć na pewno stracił kolegę, przyjaciela, a może nawet kogoś z rodziny. Dzisiaj mamy szansę odgryźć się tym Szwabom, za to, że ośmielili się zaatakować Polskę, nawet jeśli ta przeklęta kampania nie jest do wygrania. Nie oddamy kraju bez walki! Ruszajcie! Z Bogiem!- zakończył przemówienie.

  Żołnierze prędko się przegrupowali i zorganizowali. Wszyscy byli entuzjastycznie nastawieni do natarcia, mieli nadzieję wyprzeć dzisiaj Niemców stąd i rzeczywiście w jakimś stopniu przyczynić się do wypierania głównych sił z okolic Łowicza, a wtedy być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Kawalerzyści dosiedli swych koni, które dotychczas wypoczywały na polu, byli gotowi do jazdy. Sierżant wyznaczył dowódców poszczególnych grup i wyznaczył im odpowiednie zadania. Działa przesunięto bliżej wody, zgodnie z rozkazem sierżanta. Otworzyli jeszcze mocniejszy ogień, a na znak kaprala pierwsza grupa batalionu ruszyła naprzód.

  Wśród pierwszej grupy uderzeniowej był dwudziestoletni Józef Michoniewski - wysoki wiejski chłopak, pochodzący z okolic Krakowa. Miał gładką twarz, widoczne kości policzkowe oraz zielone oczy o przyjemnym spojrzeniu. Zaciągnął się do wojska już pierwszego września, zaraz po południu  wyjechał z domu i szukał sobie służby. Dotarł do Warszawy, a stamtąd odesłali go do Armii „Łódź” lecz właśnie rozpoczęła się Bitwa nad Bzurą, toteż przyłączył się do 23 Dywizji Górnośląskiej. Od dziecka marzył o bohaterskiej śmierci, o tym, aby kiedyś na karcie historii wspomniano żołnierza, który gotów był oddać życie za własny kraj. Zaprzyjaźnił się z wieloma Ślązakami, jednak tych których znał odesłali w inny rejon walk. Pozostał przy nim jedynie o rok starszy Franciszek Taborski, chłopak z miasta, student historii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Spodobała mu się służba w wojsku, poza tym od dziecka rodzice wychowywali go w duchu patriotycznym i religijnym, podobnie jak Józka.
- Jak tam Józek? To nasze pierwsze starcie, da Bóg a wyjdziemy z tego cało!
- Tak, ino się boje, bo ja żem nigdy jeszcze nie miał broni w ręku.- odparł nieśmiało Michoniewski. Franciszek poklepał go po ramieniu i już miał coś powiedzieć, gdy zagłuszył go huk działa. Ostrzał trwał cały czas. Józef martwił się, że odgłos strzałów dosłyszą inne jednostki niemieckie, jednak ufał sierżantowi i nie dzielił się z nim swoimi obawami. Po chwili marszu weszli do chłodnej wody.
- Teraz chłopcy! Biegiem!- krzyknął dowódca. Zanurzyli się w rzece aż do pasa, jednak Józkowi to nie przeszkadzało. Trochę tylko zazdrościł żołnierzom z drugiej grupy, tam przynajmniej był most. Artyleria natychmiast przerwała ostrzał. Akcja była zbyt głośna by móc nie spostrzec ruchu Polaków. Niemcy natychmiast wysłali kilka oddziałów na miejsce natarcia i ustawili się w pozycji strzeleckiej. Żołnierze batalionu po przeprawie sprawnie zebrali się i padli na ziemię przy niewielkim wzniesieniu przy brzegu unikając tym samym ostrzału. Dowódca zagwizdał głośno i ogień artyleryjski znów się wznowił. Tym razem udało się zaskoczyć Niemców, podeszli zbyt blisko brzegu, część z nich została zmiażdżona przez kule armatnie. To dało czas Polakom na pełny atak.
- Za Polskę!- krzyknął dowódca, wstał z ziemi wybiegł zza wzniesienia celując już w Niemców. Huk karabinów oderwał żołnierzy III Rzeszy od dział. Od pierwszego strzału zginęło prawie pięćdziesięciu wrogów. Zdesperowani i pogubieni Niemcy nie wiedzieli gdzie działać, bo z ich prawej strony nacierała już druga grupa uderzeniowa.

  Dowódca po krótkiej wymianie ognia rozkazał przypuścić szarżę. Józek wraz z innymi żołnierzami nałożyli bagnety na broń i ruszyli biegiem na Niemców. Artyleria znów przerwała swój ogień. Podczas ataku zginęło zaledwie kilku Polaków, Michoniewski sam położył trupem aż trzech swoich przeciwników, co zaskoczyło jego samego. Nie tyle, że zabił pierwszy raz, zdumiało go to, że się na to odważył. Ciarki przeszły mu po plecach, gdy ujrzał upadającego i broczącego się w krwi żołnierza niemieckiego. Ten człowiek już nigdy nie zobaczy światła, on już nie żył ...

  Atak w pełni się powiódł. Rozproszeni żołnierze wroga zaczęli uciekać w stronę lasu, lecz tam czekała na nich kawaleria. Jeźdźcy wyglądali wspaniale. W blasku wrześniowego słońca zaszarżowali siekając wroga na kawałki. Grupa piechoty, w której znajdował się Józef i Franciszek, ruszyła w pościg za kilkunastoma niemieckimi uciekinierami. Ekwipunek nie pozwolił na szybki bieg, toteż przebierali nogami tyle na i ile mogli. Polska piechota popełniła błąd i również się rozproszyła po lesie. Józef biegł szybko, był jednym z tych z przodu, udało mu się zranić jednego Niemca w nogę. Serce waliło mu mocno w piersi, wydawać się mogło, że nie tyle mózg prowadzi go do walki, co same nogi domagały się biegu i wymierzenia sprawiedliwości tym szubrawcom. Teraz w tym swoim pierwszym starciu poczuł się wyjątkowo, pomimo tego, że zabił innego człowieka, czuł, że zrobił dobrze, dla ojczyzny. Nagle zatrzymał się za przykładem trzech żołnierzy z przodu. Złapał oddech i krzyknął.
- Co się dzieje?!
- Słyszycie to?- odezwał się jeden z żołnierzy głośno dysząc. Piechurzy przysłuchali się. Rzeczywiście, od drugiej strony lasu dobiegał coraz głośniejszy odgłos silnika.
- Czołgi?- spytał jeden z Polaków drugiego.
- W lesie? To raczej mało prawdopodobne.- wśród żołnierzy rozległy się pomruki i każdy z nich zastanawiał się co za chwilę nadejdzie. Nagle jeden z nich się odezwał do wszystkich.
- Pamiętacie to drogę, któro sierżant powiedzioł?
- Chyba tak.- odpowiedziało kilku z nich.
- No właśnie, tam mogo się Niemce zmieścić z motorami.
- Dobrze gado!- włączył się inny Ślązak do dyskusji. Dźwięk silnika był coraz głośniejszy. Polacy nie mieli czasu na zorganizowanie obrony. Zostali na stanowiskach całkowicie bezradni.
- Co tera będzie?- zapytał go lekko przerażony Franciszek. Tamten wzruszył ramionami i już miał zamiar coś odpowiedzieć, gdy nagle zza drzew odezwały się karabiny. Zginęło wielu żołnierzy polskich, Józek został lekko ranny w ramię, gdyż kula, która go dosięgła przeszła na wylot. Polacy zmuszeni zostali do odwrotu. Każdy z nich uciekał w inną stronę. Michoniewski i Taborski wraz z dwoma Ślązakami przebijali się przez drzewa i krzewy w kierunku ścieżki okrążając Niemców. Gdy dotarli na miejsce zorientowali się po odgłosach, że zaraz nadjedzie kilka niemieckich patroli. Przebiegli przez drogę na drugą stronę i ukryli się w zaroślach i wyczekiwali.
- Padnij!- krzyknął jeden ze Ślązaków. Wszyscy padli na ziemię, Józek chwycił mocniej karabin. Przez krzewy zdołał dostrzec kilku podążających za nimi Niemców, jednak pobiegli oni w inną stronę, co bardzo go ucieszyło, został tylko jeden, najprawdopodobniej czekał na zwiad. Przekazał swoim kompanom, że żołnierze udali się w inną stronę.
- Chwała Bogu.- mruknął sam do siebie Franciszek. Wszyscy na chwilę umilkli i przypatrzyli się nadjeżdżającym żołnierzom III Rzeszy, po dwóch na każdym motocyklu. Przyjechały trzy pojazdy. Motocykliści zaczęli rozmawiać z piechurem.
- Ktoś rozumie szwabski?- spytał Franciszek. Jeden z dwóch Ślązaków uniósł wyżej brwi i odezwał się.
- Jo.
- Co mówią?- Ślązak, a nazywał się Chojnocki, skoncentrował się i wyłapał ostatnią część rozmowy.
- …czekojce tutoj na reszte z kapralem, niedługo przyjdzie - później przysłuchiwał się jeszcze chwilę, ale Niemiec już odszedł pozostawiając motocyklistów. Jeden z nich wyjął i zapalił papierosa. Reszta usadowiła się wygodnie i czekała.
- Co tero bedzi?- szepnął Ślązak. Nikt mu nie odpowiedział, wszyscy pozostali bez ruchu, aż w końcu Józek wpadł na pewien pomysł. Zamienił się z Franciszkiem miejscem, który nie wiedząc co zamierza jego przyjaciel zapytał szeptem.
- Co ty robisz?
- Cicho.- odszepnął Michoniewski. Wyjrzał ostrożnie zza krzewu i uważnie przyglądnął się motocyklowi. Był to model BMW-R12, dwuosobowy z koszykiem. Józek przypatrzył się jeszcze Niemcom i podzielił się z towarzyszami swoim planem.
- Możemy zniszczyć tych Szwabów.
- Jak?- spytał cicho Franek.- Zorientują się, jest ich więcej.
- Wystarczą trzy celne oka, a jeśli to nie wystarczy, no to jedno oko i trzy nabite karabiny, ale wtedy to niewiele uda nam się robić. Możemy zniszczyć ten sprzęt.
- Nie lepsze granaty?- zastanawiał się Taborski.
- Zawsze istnieje szansa, że odrzucą ...
- Ale jak zamierzasz je zniszczyć karabinem?
- Strzelę w zbiornik paliwa, ale dopiero wtedy kiedy będą ruszać. Wtedy silnik jest nagrzany i motory diabli wezmą.- Ślązacy entuzjastycznie przyjęli tą propozycję, lecz na wszelki wypadek przygotowali też kilka granatów. Sprawdzili swoją broń, mieli szczęście i każda była nabita. Pozostało im tylko czekać na przybycie Niemców.

  Czekali zaledwie kilka minut, do zmotoryzowanych przybyło sześciu niemieckich żołnierzy z grubym kapralem na czele od strony ścieżki. Kapral ów odznaczał się dziwną przyszynką oraz dużą, osobliwą czapką ze swastyką. Jako broń służył mu pistolet. Przez chwilę mówił coś w swoim języku do motocyklistów, a potem wsiadł na jedną z maszyn. Polacy usłyszeli warkot zapalanego silnika. Nadeszła ta chwila, na którą przygotował się Józek. Ukląkł, zamknął jedno oko i przymierzył. Wahał się przez krótką chwilę, aż w końcu pociągnął za spust.

  Trafił idealnie w bak paliwa. Niemcy zdezorientowani zaczęli się rozglądać po okolicy. Z ich gardeł wydobywały się przeraźliwe krzyki. Józek wyraźnie widział jak ze zbiornika wylewa się benzyna i upragniona chwila nastąpiła. Płyn dostał się do włączonego silnika, który zaczął się bardzo szybko palić. Chojnocki również strzelił w drugi motocykl, jednak nie trafił w bak, tylko w koło. Przeciwnicy zorientowali się skąd padły strzały. Lecz nim pierwsi dwaj żołnierze ruszyli w stronę Polaków, motocykl eksplodował, zabijając ich i jeszcze trzech innych Niemców, w tym kaprala, który dotychczas siedział w pojeździe. Michoniewski zdążył w tym samym czasie zładować broń, przymierzyć i celnie trafić w bak drugiego motoru. Franek i drugi Ślązak wybiegli zza krzewów i celnie trafili dwóch najbliższych Niemców.
- Osłaniajcie nas!- krzyknął Taborski przeładowując broń i kryjąc się z powrotem za krzaki. Józek strzelił jeszcze raz, tym razem na oślep, by zapewnić sobie chwilę przewagi. Drugi Ślązak rzucił odbezpieczony granat obronny, by za chwilę usłyszeć silny wybuch. Trafił w jeden z motocykli
- Uciekojmy!- zawołał Chojnocki, gdyż jako pierwszy zorientował się w ciężkiej sytuacji; przez smugi dymne nic nie było widać. Józek rzucił granatem, chwycił broń i zaczął uciekać. Za nim ruszył Franek, Ślązacy byli już na przedzie. Polacy jakieś dwadzieścia stóp za swoim stanowiskiem usłyszeli wybuch i kilka krzyków. Udało się przez chwilę zatrzymać Niemców, lecz kiedy spojrzeli za siebie, zza smug dymu wyłoniło się kilkanaście niemieckich postaci.
- Biegnijcie!- krzyczał Michoniewski. Żołnierze uciekali przez las na wschód z powrotem w kierunku rzeki. Podczas ucieczki często się potykali o wystające z ziemi korzenie i różne gałęzie, lecz dotarli do krańca lasu przy brzegu rzeki, skąd mogli dostrzec sojusznicze stanowiska artylerii.
- Muszę odpocząć!- wrzasnął wycieńczony Franek rzucając na ziemię broń, za co Józek skarcił.
- Podnieś to! Zara tu Szwaby przyjdą! Musimy się przeprawić przez rzekę! To niedaleko!
- Nie udo nam się!- krzyknął Ślązak
- Właśnie! Nie przejdziemy- poparł go Taborski. Chojnocki wyjął różaniec i zaczął odmawiać modlitwę.
- Uojciec nosz, któryś jes w niebjy ...- Michoniewski stał w bezruchu, a jego oczy wędrowały po okolicy szukając jakiegokolwiek schronienia, którego niestety nie było. Musiał podjąć decyzję w krótkiej chwili, wiedząc, że jego kompani są zbyt przerażeni i nikt nie zrobi niczego z własnej woli. I właśnie wtedy, kiedy usłyszał niemieckie krzyki, rzucił się do ucieczki popychając przed sobą Ślązaków
- Uciekajcie! Uciekajcie do cholery!- krzyczał biegnąc tuż za nimi. Lecz nieoczekiwanie, Chojnocki przewrócił się i wypuścił z ręki swój różaniec i karabin. Taborski pomógł mu wstać i biec dalej naprzód, stawiając pierwsze kroki w rzece. Józka ogarnęło dziwne uczucie. Stał bezładnie, wpatrując się w czarne kulki z krzyżem. Ukląkł i podniósł z ziemi różaniec i wpatrzył się w niego. Ścisnął go mocniej w dłoni i zamknął na chwilę oczy. Nie przejął się tym, że z tyłu dobiegają do niego Niemcy. Chwycił swój karabin i obrócił się w kierunku nacierających hitlerowców.
- Nie! Nie!- krzyczał jeden ze Ślązaków gdzieś z tyłu, który najprawdopodobniej zauważył, że Michoniewski został by osłonić ich ucieczkę, został by walczyć za Polskę.

  Józek wycelował w pierwszego napastnika, który dopiero dochodził by móc oddać precyzyjny strzał z MP 38. Tym razem nie zawahał się jak za pierwszym razem. Strzelił celnie. Jak nadeszli nowi wrogowie oddał również celny strzał ze zmienionej broni, następnie trafił jeszcze dwa razy. A potem, gdy chciał strzelić jeszcze raz poczuł chwilowy ból w okolicach serca, nogi, brzucha. Kiedy upadł całe życie przemknęło mu przed oczyma. Uszy jego wychwyciły też krzyki rozpaczy Taborskiego, jednak Józkowi już teraz nieznajome. Patrzył w niebo i w duchu podziękował Bogu za wszystko. Usłyszał jeszcze kilka niemieckich słów nim ciężki but zasłonił mu widok na świat ... Już na zawsze …





Akcja przy Skierniewce została przerwana przez nacierające oddziały niemieckiej piechoty zmotoryzowanej. Piechota po ciężkich zmaganiach została rozbita, a szarża kawalerii została przełamana dopiero w okolicach Rawki. Panilecki zmuszony był ustąpić pola wrogom i wycofać się, a uciekające jednostki włączyły się potem do walki o Łowicz, które zostały niepotrzebnie przerwane. 22 września bitwa nad Bzurą zakończyła się całkowitą klęską wojsk polskich.

Franciszek Taborski nigdy nie zapomniał Józka i do końca życia obwiniał się za jego śmierć. Spisano go na liście zabitych pod Monte Cassino w 1944r. Dwaj Ślązacy dostali się do niewoli niemieckiej i w ciągu dwóch lat zostali tam brutalnie zamordowani, a gdy żołnierzom z dawnej 23 Górnośląskiej Dywizji Piechoty przyszło uczcić śmierć jej żołnierzy zanucili dawną legionową pieśń „Piechota, ta szara piechota” ...

Koniec.

Zobacz tez

Skomentuj prace

Dodaj komentarz
Pseudonim
Tresc
User Gość
Data 2010-09-07 15:04:57
Zapisywanie
Shoutbox
[ 2010-01-31 09:24:28 ] Maciek: Ale co?
[ 2010-01-31 12:02:59 ] KRISS221i: avatar z góry zaczełem czytać
[ 2010-01-31 12:14:42 ] Maciek: Ahaaa. Ja nie oglądałem. Jeszcze.
[ 2010-01-31 12:26:32 ] KRISS221i: i nie polecam
[ 2010-01-31 15:49:03 ] Merrik: A bł ktoś może na Parnassusie?
[ 2010-01-31 16:19:30 ] Misiael: Dziś o 23:30 chcę Was widzieć przed telewizorami - na TVP 2 będzie retransmisja najlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia.
[ 2010-02-01 21:31:31 ] Maciek: Kurczę, że też musiałem to przeczytać dopiero dzisiaj.
[ 2010-02-02 18:12:29 ] Sherrax: To była ściema w programie nigdzie nie pisało "jlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia."
[ 2010-02-04 21:07:02 ] El Daniel: Parnassus zajebisty. chyba ze ktos nie lubi odkreconych filmow w dodatku z nuta rozkminy smile
[ 2010-02-04 21:07:23 ] El Daniel: telewizja kłamie. albo program telewizji xd
[ 2010-02-17 20:26:07 ] Dracula: ha, no to semestr do przodu big_smile
[ 2010-02-25 19:22:33 ] Maciek: Ano
[ 2010-02-25 23:12:54 ] El Daniel: co tam! jp na 100%?
[ 2010-02-27 22:56:41 ] Maciek: Oooo nieeeee.
[ 2010-04-07 22:12:07 ] Maciek: Skąd to pytanie w ogóle?
[ 2010-05-24 23:09:44 ] Maciek: ...
[ 2010-06-06 13:14:14 ] babol xD: stęskniłam się za Wami big_smile tylko neta ni mam..
[ 2010-06-06 13:15:51 ] babol xD: pozdrowionka dla wszystkich smile
[ 2010-06-07 00:05:31 ] Maciek: Dzięki, wzajemnie!
[ 2010-06-24 13:10:35 ] Sherrax: siema
[ 2010-06-24 13:11:06 ] Sherrax: Byl ktos na       Sonisphere Festival ?  big_smile
[ 2010-06-25 01:16:04 ] Maciek: big_smile Wiem, że to nie na miejscu pytanie, ale co mi tam: A co to jest? ;]
[ 2010-06-28 22:58:51 ] Firn: Siema ; p
[ 2010-06-28 23:27:58 ] Maciek: Cześć.
[ 2010-07-13 10:35:32 ] Lola Lola: Dzień dobry smile
[ 2010-07-14 22:51:37 ] Maciek: A dzień dobry, dzień dobry, witamy, prosimy.
[ 2010-08-19 21:18:25 ] avelina: Witam, witam:) o zdrowie nie pytam, ale...Jedzie ktoś na Coke Live Music Festival??smile
[ 2010-08-24 11:57:05 ] Lola Lola: Był ktoś na woodstocku? smile
[ 2010-08-30 21:47:46 ] Sherrax: Nie ale byłem w czoraj na Swinipasie w Kultowej w katosach
[ 2010-09-06 11:06:00 ] Maciek: I jak?
Zarejestruj się żeby pisać w shoutboxie.
reklama Fanlista
© by Opowiadania 2006 - 2010 oparte na silniku Puklerz kontakt z adminem osób online: 7 Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO
Dj | Home Insurance | Hotele | Fryzura | Certyfikat Energetyczny Wrocław