Tresc Cieszyła się z tej rozmowy. W końcu ojciec wyjaśnił jej szczegóły swojego życia. Nie była na niego zła. Gniew, który się w niej zbierał, nagle opadł. Wszystko było już jasne. Uświadomiła sobie również, że Philip, chciał jej powiedzieć prawdę o ojcu. Tylko był ten pożar w porcie i nie zdążył.
Gdzie on teraz był? Czy też był na oceanie? Słyszał wiatr, pioruny i pluski zbijających się fal? Deszcz uderzał silnie w okna. Anna patrzyła na krople spływające po nich i bała się trochę. Każdy chyba boi się burzy, ale nigdy jeszcze nie doświadczyła jej podczas rejsu. Zawsze udawało jej się wrócić wcześniej do domu albo dopłynąć do jakiegoś portu. Bała się. Potęga oceanu objawiała się coraz silniej. Zamknęła na chwile oczy i wsłuchała się w szum dobiegający z zewnątrz.
- Niezwykły widok – usłyszała za sobą głos. Otworzyła oczy i spojrzała w mrok pokoju, który oświetlony był jedynie świecą i blaskiem księżyca wyglądającego co jakiś czas zza chmur. Ujrzała stojącego za sobą Jasona. Miał jej pilnować. Była przekonana, że zasnął na krześle. Patrzył teraz na nią stalowymi oczami.
- Tak, piękny – odpowiedziała i ponownie spojrzała na ocean. Fale były wzburzone, ale mimo ciągłego ruchu, umiała się utrzymać w jednej pozycji. Musiała przyznać, że buty Philipa, chociaż trochę za duże, były bardzo wygodne. Przyzwyczaiła się już do chodzenia w nich – Myślałam, że śpisz.
- Nie wypada spać, kiedy ma się do czynienia z taki pięknym widokiem – powiedział spokojnie, ale coś w jego głosie zastanowiło Annę. Dlatego spojrzała na niego. Był bliżej niż przedtem. Do pomieszczenia wpadł jeden podmuch wiatru i zgasił świecę. Nastała ciemność. Teraz już tylko księżyc dawał blask i mogła dostrzec zimne spojrzenie młodego pirata.
- Tak, to cudowne zjawisko, szkoda tylko, że te pioruny są takie straszne – oddychała głęboko. Trochę się go bała, ale przecież nie chciał jej chyba nic zrobić. Nie wiedziała, co ma myśleć. Martwiło ją jednak jego spojrzenie. Wiele mężczyzn patrzyła na nią w ten sposób. Wiedziała, że się podoba, ale jakoś przyzwyczaiła się do tego. Teraz patrzył na nią w ten sposób, ów pirat. Był młody i przystojny, ale nie miał w sobie tego magnetyzmu, który by ją przyciągał. Nie był Philipem, którego pokochała.
- Mi tam pioruny nie przeszkadzają. Zawsze jako chłopiec wychodziłem na podwórze podczas burzy i biegałem po deszczu – uśmiechnął się lekko i puścił do niej oko. Anna też się uśmiechnęła.
- Też tak robiłam, a potem często chorowałam – przyznała – Muszę przyznać, że lubię deszcz. Jest taki tajemniczy i nieprzewidywalny – nie wiedziała jak została wciągnięta do rozmowy. Usiadła na pryczy i zaczęła bawić się włosami. Jason siadł okrakiem na krześle naprzeciw niej i opowiadał o swoim dzieciństwie.
Na oceanie mocno się rozpadało i sztorm się wzmagał, a oni po prostu siedzieli i rozmawiali o głupotach.
- Dobrze mi się z tobą gada – powiedziała z uśmiechem – Nie jesteś taki jak inni piraci – musiała przyznać, że nawet go polubiła. Miał miłą twarz. Blond włosy opadały mu na jedno oko, a w uchu błyszczało złote kółko. Już jej tak bardzo nie przerażał jak podczas walki w salonie jej rodzinnego domu.
- Bo ja wiem. Jestem po prostu piratem – wstał i usiadł obok niej na pryczy – Każdy z nas ma swoje grzeszki. Ty także – te słowa już jej się tak bardzo nie podobały. Był zbyt blisko niej. Przeszył ją zimny dreszcz. Nie dlatego, że na dworze szalała burza, ale nagle Jason wydał się zupełnie inny, niż podczas rozmowy.
- Tak, to prawda – odparła i dla bezpieczeństwa wstała. Przeszła się trochę po pokoju i rozejrzała się dookoła. Musiała mieć pewność, że gdyby ją zaatakował, będzie miał się czym bronić. Jedną broną jaka była w tym pomieszczeniu był nóż, który miała do kolacji. Zbliżyła się powoli do stołu i dotknęła go. Nie chciała wzbudzać podejrzeń.
- Nie uciekaj – chwili potem był już obok niej dotknął jej ramienia wierzchem dłoni. Anna obróciła się gwałtownie i oparła się plecami o stół. Stanęła z nim twarzą w twarz – Nie bój się, przecież cię nie skrzywdzę – mówił spokojnym głosem. Wśród tych szumów, uderzeń i piorunów, brzmiał tak delikatnie i kojąco - Pewnie wiesz, że jesteś piękna – założyła ręce do tyłu i po omacku szukała noża, który leżał niedaleko – Każdy ci tak mówi.
- Proszę, zostaw mnie – spojrzała na jego dłoń, którą dotykał jej ramienia, a potem prosto w jego oczy i odsunęła się trochę w bok. Nie miała jednak dokąd uciec, ponieważ zagradzał jej ucieczkę drugim ramieniem.
- Jesteś taka jak wszystkie, niby niedostępna – jego twarz była tuż przy jej policzku. Czuła jego oddech – A jednak…
- Zostaw mnie w spokoju. Odejdź. Nie chce ci zrobić krzywdy – na te słowa roześmiał się drwiąco.
- Krzywdy? – spojrzał na nią dziwnie. Miał szaleństwo w oczach – Czym? Tym nożem do masła, który trzymasz za plecami? – był sprytny, ale Anna była bystrzejsza.
Jednym ruchem wysunęła mu się spod ramienia i podbiegła do drzwi, które otworzyły się z łoskotem. Do kajuty wdarła się woda, która znajdowała się na pokładzie. Chciała wyjść na zewnątrz, ale chwycił jej ramię i przyciągnął całą sił do siebie, tak, że znowu znalazła się bardzo blisko niego. Zamachnęła się ręką, by wbić mu nóż, ale był szybszy. Chwycił jej dłoń za nadgarstek i ścisnął mocno. Anna zwolniła uchwyt dłoni i wypościła nóż na podłogę.
- Chciałaś mnie zabić? – patrzył na nią drwiąco, a potem popchnął ją na pryczę.
Zaczął ją całować po szyi, a Anna próbowała mu się wyrwać. Jednak był zbyt silny. Nagle usłyszała dźwięk odbezpieczania broni, a Jasan zamarł w bezruchu. W świetle błyskawicy ujrzała Cercka z pistoletem w ręku, który przystawił do głowy napastnika.
- Puść ją albo wpakuję ci kulkę w łeb – powiedział ochrypłym głosem jednoręki pirat. Jason odsunął się do Anny i uniósł wysoko ręce. Dziewczyna patrzyła przerażona na obu piratów. Nie wiedziała, który tak naprawdę jest przeciwko niej, a który chce jej pomóc.
- Już dobrze. Uspokój się – mówił młodzieniec cały czas przyglądając się pistoletowi – Już sobie idę – zaczął odchodzić.
- Chwila! – Twardy w dalszym ciągu trzymał go na muszce – Chciałeś się zabawić z naszym gościem? Jesteś nie wychowany.
- To nie tak – Jason próbował się tłumaczyć. Do kajuty wparowało kilku innych piratów. Mieli na twarzach wredne uśmieszki. Patrzyli na Cercka, potem na Annę i Jasona, którzy stał się zupełnie blady. Nie był już taki odważny.
- A jak? Zapraszam cię do mojej załogi, daje jeść, nie czepiam się twojego lenistwa, a ty tak traktujesz panią,… - zawahał się po chwili. Dziewczyna popatrzyła na niego ciekawie. Najprawdopodobniej inni piraci nie wiedzieli, że jest już mężatką - pannę McCarson, jak pierwszą lepszą z ulicy. Tak nie wolno. To jest dama.
- Już dobrze, więcej się do niej nie zbliżyć – chciał uspokoić swojego przeciwnika, ale ten strzelił mu w ramię. Jason upadł na podłogę i zaczął syczeć z bólu. Chwycił się za bark i usiadł na podłodze – Co, zabijesz mnie? Ona jest dla ciebie ważniejsza niż załoga? – zapytał udając odwagę.
- Nie. Załoga jest ważna, ale nie cierpię, kiedy lekceważy się moje rozkazy – opuścił broń i popatrzył wrogo na chłopaka – Wyrzućcie go za burtę – zwrócił się do kompanów, a oni podeszli do Jasona i chwycili go za ręce, zaczął się wyrywać. Anna usłyszała po chwili plusk. Spojrzała z przerażeniem na Twardego. Był bezlitosny.