Tresc
“Tą drogą
Nikt nie idzie
Tego dzisiejszego wieczoru.”
Mariusz Ogryzko
1. Wiadomości i wyprawa do sklepu.
- "...podajemy najświeższe informacje. Synoptycy ostrzegają kierowców przed nadchodzącą burzą. Według zapowiedzi, przez okolice miasta New Heledore ma przejść największa burza ostatnich lat. Policja apeluje o ostrożną jazdę, szczególnie na najniebezpieczniejszych odcinkach pobliskiej autostrady.
W nocy z wtorku na środę w kościele na Wzgórzu Joanny doszło do włamania. Wcześnie rano ojciec Starker wchodząc do kościoła zauważył ślady krwi na podłodze. Rozglądając się zauważył na ołtarzu zmasakrowane zwłoki dużego psa, a na krzyżu, który został odwrócony do góry nogami przywiązano martwego, wypatroszonego kota. Nie znaleziono żadnych śladów, które mogłyby pomóc odnaleźć sprawców. Prawdopodobnie włamania i profanacji dokonali młodzi członkowie sekty, o której ostatnio mówiło się bardzo często. Policja jednak nie może nic potwierdzić i nadal szuka śladów.
Dziś około godziny 15.30 na Elm Street zostali zatrzymani dwaj mężczyźni podejrzewani o posiadanie i rozprowadzanie narkotyków. 'Zostaną przeszukane ich mieszkania' mówi główny komendant policji w New Heledore. Dilerom grozi do trzech lat pozbawienia wolności.
Nastepne informacje już za godzinę. Tymczasem rozpoczynamy nasz nowy konkurs..."
– I dobrze tym sukinsynom – skomentował głośno James – może to będzie dla nich jakąś nauczką.
– Panie Tibbsie! – odparła głośno zdenerwowana żona – Niech pan nie zapomina, że za nami siedzą małe dzieci!
– Daj spokój Molly, nie jedno gorsze jeszcze usłyszą.
– Ale niekoniecznie muszą to usłyszeć od ciebie! Daj im jakiś przykład! – krzyczała widząc w lusterku uśmiechy swoch dzieci. – Mają po 11 lat!
Dojechali do starego sklepu, którego właścicielem był od niepamiętnych czasów Stary Todd. Miał już siedemdziesiąt dwa lata, chociaż wyglądał na pięćdziesiąt, a niektórzy dawali mu nawet czterdzieści. Wszyscy w miasteczku go znali i szanowali. Był najstarszym mieszkańcem New Heledore. Inni w jego wieku albo się wyprowadzili po wielkiej powodzi w 1989 roku, albo nie żyją. Todd był żywą historią miasta i znał nawet najpikantniejsze szczegóły życia jego mieszkańców. Myślał, że już nic go nie zaskoczy, jednak to, co się wydarzyło w kościele na Wzgórzu Joanny było od ostatnich kilkunastu godzin najchętniej poruszanym tematem. Właściwie to ludzie nie mówili o niczym innym. Nawet ich ulubiony dotychczas temat, 'ta młoda suka' Natalie Hood będąca w ciąży z czterdziestoletnim Johnym Warnerem, odszedł w niepamięć. Według niektórych, włamanie do kościoła był sprawką satanistów, inni twierdzą, że to tylko głupi kawał chuliganów, a jeszcze inni są święcie przekonani, że księża sami to zrobili chcąc, aby ich kościół był w centrum uwagi, przez co mieli zarobić pieniądze na spłatę kredytu zaciągniętego na potrzeby renowacji zachodniego skrzydła kościoła.
James wysiadł z samochodu i od razu jego uwagę przykuły czarne chmury zbliżające się od strony wzgórza. Szybko zamknął drzwi i czekał na resztę rodziny . Poszli do sklepu zrobić większe zakupy, zanim nadchodząca burza poprzewraca drzewa bądź słupy i droga będzie nieprzejezdna. Spędzili tam ponad godzinę, chociaż szybko zapakowali do koszyka to, co było im potrzebne. Tak się złożyło, że większość mieszkańców, a jeszcze więcej wczasowiczów wpadło na ten sam genialny pomysł. Sklep był wypełniony po brzegi, a Molly co rusz widziała znajome twarze. Praktycznie wszyscy z ośrodka wypoczynkowego, w którym rodzina Tibbsie co roku spędzała wakacje, wyruszyli szturmować sklep Starego Todda po usłyszeniu zapowiedzi pogody w radio. Gdy tylko wyszli z zatłoczonego budynku, cała rodzina zatrzymała się przed drzwiami. Na ich twarzach malował się zachwyt i zarazem przerażenie. Widok nadchodzących czarnych chmur zapierał dech w piersiach. Czarne jak smoła kłęby co rusz rozświetlane były bladym blaskiem, a czasem z brzucha czarnego olbrzyma wylatywala oślepiająca, zygzakowata nić, która po ułamku sekundy rozpływała się w powietrzu.
– Mamo wracajmy już, boję sie burzy – szepnął przerażony Tom.
Molly jeszcze chwilę patrzyła się na horyzont, po czym złapała rączkę syna i odwróciła głowę w jego stronę.
– Nie ma się czego bać synku, będziemy bezpieczni – powiedziała ciepłym głosem i uśmiechnęła się serdecznie.
– Zanim to dojdzie tutaj to minie jeszcze kilkanaście godzin, więc w razie czego będziemy mogli stąd nawet ucieć – zażartował James i niepokój malujący się na twarzy Toma od razu został zastąpiony promiennym uśmiechem – No dobra rodzinko! Nie będziemy przecież tak stać tutaj do wieczora. W drogę!
Zapakowali zakupy do bagażnika i ruszyli do swojej przyczepy .
2. Nadciąga burza.
– Tom! Przynieś tacie skrzynkę z narzędziami! – Molly krzyknęła do syna, który bawił się z kolegami nad brzegiem jeziora.
Zrobiło się strasznie duszno, nadchodzącą burzę nie tylko było widać na horyzoncie ale i było czuć. Zdawało się, jakby powietrze stanęło w miejscu i było gęste jak kisiel. Mały Tom z niechęcią wstał i pobiegł do samochodu wyciągnąć z bagażnika skrzynkę. Zamknął drzwi i poszedł niezdarnym krokiem do taty dźwigając ciężką skrzynkę.
James stał z rękami opartymi o przyczepę, przytrzymując metalową zasłonę na okna. Tom postawił skrzynkę na ziemi i spojrzał pytająco na tatę.
– Dobrze, a teraz otwórz ją i wyciągnij ten duży śrubokręt z czarną rączką i podaj mi go.
Mały Tommy podniósł pokrywę i zajrzał do środka ze wzrokiem pełnym fascynacji. James szybko uporał się ze śrubami i przykręcił osłonę.
– Tatusiu a po co to robisz? – spytał zaciekawiony syn.
– To ochroni okna przed burzą i wiatrem… i przed tym, żeby nam nic tutaj nie wpadło. A chyba tego nie chcesz? – uśmiechnął się do syna.
– Nie, tato – odpowiedział Tom z uśmiechem – A czy w przyczepie będzie teraz ciemno?
– No tak… To będzie oznaczało, że w środku będzie cimno, ale od czego mamy prąd ,co? – odpowiedział James i pogłaskał syna po głowie – No,biegnij!Tom odwrócił się i ruszył w stronę jeziora. Biegnąc skierował wzrok na drugi brzeg jeziora i nagle stanął patrząc z podziwem i przerażeniem na widok nadciągających chmur. Czarna ściana rozciągała się na całej linii horyzontu. Wiatr przybrał na sile i zrobiło się chłodniej.
Sam widząc brata wpatrzonego przed siebie odwrócił głowę i zaczął obserwować to, co Tom.
– Mamo, tato! Chodźcie zobaczyć! – krzyknął podniecony – Zobaczcie jaki widok!
Molly i James wyszli z przyczepy. Czarny olbrzym wydał ponury dźwięk, jak dotąd najgłośniejszy. James poczuł jak włosy na jego głowie stają dęba, Molly drgnęła nerwowo.
– Nic nam nie będzie, prawda? – zapytała zaniepokojona.
– Nie, kochanie. Obiecuję. – odpowiedział uspokajająco i objął żonę.
Usłyszawszy potężny grzmot, ludzie z innych przyczep również powychodzili, żeby obserwować nadchodzące chmury. Niektórzy wymieniali zaniepokojone spojrzenia.
– Mamo, moglibyśmy iść wieczorem do Johna pobawić się? – spytał Sam. Molly zapatrzona w czarne chmury, nawet nie zauważyła, kiedy syn do niej podszedł. Lekko zaskoczona spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
– Wieczorem? – spytała
– Tak, jego mama się zgodziła. Byśmy zobaczyli jego nowe zabawki jakie dostał na urodziny. Mamo proszę!
– Mamusiu możemy iść się pobawić do Johna? – podbiegł Tom i dołączył do brata.
Molly spojrzała na męża.
– Chyba możecie, ale tata musi się zgodzić.
– Tato, tato! Prosimy! – krzyczał pełen entuzjazmu Sam.
– No już dobrze, możecie iść. Pamiętajcie tylko, że przed 22.00 macie być tutaj i nie chcę słyszeć żadnego ale.
– Dobrze tato, dziękujemy! – powiedział Tom i podbiegł do taty dać mu buziaka.
3. Ostatnie pożegnanie.
Około godziny osiemnastej chmury były już tak blisko, a grzmoty tak głośne, że większość rodzin zamknęło się w swoich przyczepach mimo tego, że do nadejścia burzy zostało jeszcze trochę czasu. Na zewnątrz pociemniało.Słońce zniknęło za czarną ścianą. Cała rodzina siedziała w swojej przyczepie w milczeniu. Dzieciaki oglądały w wielkim skupieniu bajki, Molly czytała książkę, a James naprawiał wędkę. Ciszę przerwała Molly, która po raz setny zapragnęła przemówić do swoich małych chłopców:
– Tylko pamiętajcie dzieci, że macie być przed dziesiątą w domu. Burza nadchodzi i nie chcemy, żeby wam się coś stało.
– Tak mamo, będziemy wcześniej. – obiecał Sam.
– Zadzwonię jeszcze do mamy Johna, żeby was odprowadziła chociaż kawałek.
– Dobry pomysł, kochanie – odpowiedział James, odłożył wędkę i przytulił żonę – będziemy mieli trochę czasu dla siebie – dodał szeptem tak, że tylko ona mogła to usłyszeć.
– James! – krzyknęła udająć oburzenie – Nie przy dzieciach!
– Nic nie słyszeli – odpowiedział rozbawiony.
– Mamoooo. Możemy już iść?
– Tak, możecie – odpowiedział szybko James, który już trzymał dłoń na pośladku Molly – Dajcie mamie i tacie buziaka i zmykajcie.
Podeszli obaj, ucałowali rodziców i wybiegli z przyczepy.
– Bawcie się dobrze! – krzyknęła za nimi Molly i odwróciła się w stronę męża.
– Dobrze mamo! – krzyknął którys z chłopców.
4. Las
Las znajdował się kilkadziesiąt kroków od ich przyczepy. Drzewa rosły w nim bardzo gęsto. Mimo, że nie było jeszcze ciemno to wchodząc między drzewa miało się wrażenie, że jest już bardzo późny wieczór. Całe pole campingowe było puste, wszyscy pozamykali sie w swoich przyczepach i oczekiwali na nadejście burzy. Zerwał się lekki wiatr, który poruszał koronami drzew. Las śpiewał. Nucił jakąś smutną pieśń. W lesie wszystko było inne.
Takie ciche.
Okres, w którym potwory mieszkały pod łóżkiem, albo wychodziły z szafy dawno się skończył, ale Sam, wchodząc do lasu, miał wrażenie, że każde drzewo patrzy się na niego złowrogo. Każde drzewo wyciąga swoje groźne gałęzie po niego. I chce go dorwać. No już szybko, przejdziemy to i będzie po wszystkim – pomyślał lekko przestraszony Sam. Jego brat trzymał go mocno za rękę, pewnie teraz przez miesiąc będą mu się śniły koszmary – próbował się rozweselić Sam, jednak nie bardzo mu to wychodziło. Jasna szpara między drzewami – wejście do lasu – zniknęło za zakrętem. Teraz byli otoczeni drzewami. Każde ściśnięte jak najbliżej drugiego. A ścieżka taka wąska. I ta przeraźliwa cisza.
Cisza nie do wytrzymania.
Szli naprzód bezgłośnie dotykając nogami ścieżki. Zdawało się, że wstrzymali oddech.
Szmer.
Sam odwrócił gwałtownie głowę. W prawo, w lewo. To tylko wiewiórka – pomyślał. Tom cicho jęknął i złapał brata mocno obiema rękami.
– Sam, możemy wrócić do mamy?
– Odczep się, cykorze! – krzyknął Sam i odepchnął brata – Co, boisz się? Nie ma czego. Jaka z ciebie ciota!
– Nie mów tak do mnie! –zdenerwował się Tom.
– To przestań histeryzować! I uspokój się. –Sam w głębi duszy również srał w portki. – Idziemy dalej.
Im dalej szli, tym robiło się coraz ciemniej aż w końcu widzieli tylko lekki zarys swoich postaci. Tom mocno trzymał brata za rękę, co jakiś czas potykali się o wystające korzenie. Wiatr przybrał na sile i Samowi zrobiło się chłodno. Zaczął zgrzytać zębami. Nad nimi przeleciało stado jakichś ptaków.
– Jeszcze trochę cykorze. – powiedział Sam powstrzymując drżenie głosu.
– Możesz przestać zgrzytać?! – krzyknął zirytowany Tom.
– Nie mogę!
– Boję się!
Samowi nagle przyszedł do głowy pewien pomysł. Nastraszy gnojka, potem będzie niezły ubaw. Już widział jak razem z kolegami naśmiewa się z młodszego brata.
– Ja też braciszku.
Zgrzyt.
– Długo jeszcze będziemy tak szli?
– Nie wiem, mam nadzieję, że nie dopadnie nas Czlowiek-koza.
– Co to jest Człowiek-koza?
– To potwór. Mieszka w lasach. Pół- człowiek, pół -koza. Jeżeli napotka kogoś na swojej drodze , zabija a potem pożera.
Zgrzyt.
– Sam, przestań natychmiast! – jęknął Tom. Cały się trząsł.
– Niektórzy mówią, że to mutant. Najstraszniejszy ze wszystkich. Prawie taki jak w bajkach i na horrorach, ale…
– PRZESTAŃ! – krzyknął Tom i rozpłakał się. – Zabiję cie kiedyś!
Dostał drgawek. Sam przestraszył się reakcji brata bo nigdy jeszcze go tak przerażonego nie widział. Tom po chwili uspokoił się, jednak ciągle widział krwiożerczą bestię z głową kozy. Widział parę czerwonych oczu wpatrujących się w niego. Słyszał dziwne dźwięki, jakie wydaje ta bestia.
Zgrzyt.
– Chodź, jeszcze chwila i będziemy na miejscu – powiedział Sam i pociągnął brata za rękę, lecz ten nie ruszył się.
– Słyszę… – powiedział Tom rozdygotanym głosem.
Zgrzyt.
– Co? – spytał zdziwiony Sam.
– Słyszę go…
– Ale co? Kogo?
– Człowieka-kozę… – szepnął Tom. Miał coraz mocniejsze drgawki. Szlochał co jakiś czas.
– Tom, ja żartowałem przecież z tym Człowiekiem-kozą, takie coś nie istnieje.
– Słyszałem to!
Zgrzyt.
– Przestań zgrzytać zębami! – pisnął Tom
– Nie mogę!
Szmer.
– Słyszałem!
Sam nabrał powietrza. Też słyszał.
Zgrzyt.
– Co to było? – spytał zaniepokojony Sam – Co to cholera było?!
Gdzieś po prawej trzasnęła gałązka i usłyszeli jakby… ktoś głęboko oddychał.
Obaj wstrzymali oddech i obrócili głowy w tamtą stronę. Zgrzyt.
– Coś tam jest! – powiedział cienkim, drżącym głosem Tom.
– Nic tam nie ma, zdaje ci się – Zgrzyt.
Kolejna łamana gałązka na lewo.
– Tego jest więcej!
Zobaczyli taniec cieni, które powoli zbliżały się do nich. Powietrze zrobiło się gęste, a nogi chłopców zamieniły się w głazy. W ciemności Tom zauważył głowę kozła. Potem już żaden z nich nic nie widział.
5. Wiadomości
Molly siedziała na posterunku gapiąc się w jeden punkt jasnego pokoju. Nic do niej nie docierało. Potoki łez ciekły po policzkach, a z radia dochodził kolejny komunikat. Dzisiaj już chyba setny...
- "...podajemy najświeższe informacje. W czwartek rano około godziny dziewiątej małżeństwo z New Heledore zbierające grzyby odkryło w lesie dwa zmasakrowane ciała małych chłopców. Prawdopodobnie sprawa jest powiązana z jeszcze świeżą sprawą z kościołem na Wzgórzu Joanny. Morderstwo najprawdopodobniej zostało popełnione na tle rytualnym. Ciała chłopców zostały pozbawione wnętrzności i przybite do góry nogami do krzyża. Policja przeszukuje cały ter..."
- Wyłącz to! - Krzyknęła Molly. Nie mogła znieść tego, że cały czas gadają o jej dzieciach. Chciała już stąd wyjść. Chciała znaleźć się w domu. Chciała być teraz blisko swojego męża. Teraz wieczory będą bardzo długie...