Opowiadania odważnych dla odważnych

Ceną wielkości jest odpowiedzialność.
- Winston Churchill

Autor: orion_riegel
Data dodania: 2007-08-18 13:01:42
Rozmiar czcionki zmniejsz zwieksz
Oceny 5 ocen: 1
Odslon: 1521
Dodatkowe: Wyślij ten adres znajomemu
Widok do druku drukarka

Wszyscy na pożarcie : Rozdział VI

OpisAlistair wrócił do domu.
Tresc
Rozdział VI


    Odpadki, wszędzie brudne skrawki czyjegoś nędznego życia. Wróciłem do śmietnika, w którym miałem nieszczęście się urodzić i spędzić 17 lat mojego, wtedy gówno wartego życia. Jeszcze 10 km i będę koło miejsca gdzie stał mój znienawidzony dom. Zamknąłem oczy i nacisnąłem „play” na panelu radia. Z głośników, na początku ledwo słyszalna, potem narastająca muzyka Pink Floyd.
„Careful with that axe, Eugene” płynęło przeze mnie i wzmagało to niesamowite uczucie, które mnie przenikało. Oczy miałem ciągle zamknięte i rozluźniłem ręce na kierownicy. Utrzymywałem stałą prędkość. Dreszcze przechodziły mi po plecach, a koła wybijały w koleinach rytm razem z zaczarowaną gitarą basową.  Klawisze doprowadzały mi zmysły do szału. Gitara elektryczna zawodziła , płakała i ja płakałem z nią. „Jaka piękna piosenka” Nic więcej tylko ta piosenka i droga. Gdy do uszu dotarły szepty ujrzałem krwawy ślad na drodze. Krew mojego ojca nie wyschła mimo tylu lat. Krzyk i błysk światła. Piosenka rozwijała się w ten makabrycznie przyjemny sposób, dźwięki zamieniały się w wodę i spływały po mnie. Włączcie sobie tą piosenkę, zamknijcie oczy i pomyślcie o nieskazitelnie białym ostrzu tuż przed waszymi oczami. Wsłuchajcie się w krzyk to krzyczy stal, błaga o śmierć. Musicie napoić stal! „Zrób to!” Głos w mojej głowie przekrzykiwał gitarę i krzyki w piosence. Pedał gazu był wciśnięty do oporu. Prędkość wzmagała uczucie nieziemskości. Byłem w gwiazdach, byłem jedną z nich i czas nie liczył się dla mnie już w ogóle. Byłem wszystkim i niczym, a jedynym drogowskazem który widziałem była smuga krwi na autostradzie. Była moją drogą, alfą i omegą, początkiem i końcem. Słyszałem nadjeżdżającą ciężarówkę. Kierowca pogrążony w transie tak jak ja jechał przed siebie nie zważając na nic. A może spał? Kogo to obchodziło. Jechałem dalej i zaciskałem oczy coraz mocniej. Gitara zajęczała i poczułem śmierć. Dyszała w mój kark, całowała mnie w policzki i podkręciła głośność kościstymi palcami. Huk w samochodzie niby ogłuszający był piękny i instrumenty nadal grały czysto. Znów ten przeraźliwy krzyk. Jednak to nie wokalista. To śmierć krzyczała mi nad uchem wydając z siebie ten kosmiczny dźwięk. Huk był już ogłuszający. Śmierć szykowała się do pocałunku, który miał być ostatnim, złożonym na moich wargach. Puściłem kierownicę i krzyczałem wraz z Ponurym Żniwiarzem. Nasz krzyk uzupełniła gitara elektryczna i klawisze zbliżające się do wielkiego finału.
Poczułem podmuch powietrza z lewej strony. Otworzyłem oczy i zobaczyłem w lusterku ciężarówkę MAN’a znikającą w ciemności. Złapałem kierownicę, ślad krwi zniknął, a Śmierć wyszeptała mi do ucha „Może następnym razem”. Ściszyłem lekko radio i wskoczyła następna piosenka. Dźwięk budzików z „Time” wywołało dreszcz. Jakby wszystkie chciały pokazać że wybiła moja godzina. Jednak przez ten chaos metalicznych wrzasków przedzierał się inny, narastający i łagodzący strach. Tykanie. Jednak mój zegar wciąż odmierzał mi mój czas.
Jeden na tysiąc wystarczy.

Ticking away the moments that make
up a dull day
You fritter and waste the hours in an
offhand way.
Kicking around on a piece of ground in
your home town
Waiting for someone or something to
show you the way.

Ja nie potrzebowałem nikogo aby pokazał mi drogę. Znałem ją aż za dobrze. Jechałem wiedziony jakąś siłą. Wiedziałem że nie chodziło tylko o dokładniejsze zatarcie śladów mojej przeszłości. Miało się wydarzyć coś jeszcze.
A ja nie mogłem się już doczekać!
Wcisnąłem znów pedał w podłogę wyciskając z oldsmobile’a ile się dało. Chciałem zatańczyć na zgliszczach mojego domu. Pragnąłem tego, a Pink Floyd zachęcał mnie swoimi dźwiękami do szaleństw. Alistair D. Vour przyjechał szaleć do upadłego.
    Moje miasteczko pogrążone we śnie jeszcze nie wiedziało, że przyjeżdżam, mogłoby przygotować wtedy kostnicę na kilku nowych lokatorów. Powinienem pracować w pośrednictwie mieszkaniowym, nie sądzicie?
Zgliszcza. Tak jak przypuszczałem nikt nie posprzątał przez tyle lat pobojowiska jakie zostawił pożar. Stałem w miejscu gdzie był mój pokój i śmiałem się do rozpuku. Zapach śmierci, chociaż słaby, drażnił moje nozdrza wywołując falę wspomnień. Rozłożyłem ręce i dałem się ponieść emocjom. Ekstaza. Stałem tak gapiąc się na Księżyc przez jakiś czas. Alistair D. Vour wrócił do tego wychodka piekieł. Obaj mieliśmy cel. Zmazać siedemnastoletnią skazę, która mimo wszystko była do wykrycia co udowodniła mi Susan. Biedna, ciekawska Susan Bonnes. Die, die, die my Darling, śpiewała pewnie teraz w piekle ku mej radości.
Nie mogłem stać tak po środku ruin dłużej. Mimo iż to było istne pustkowie, czyjeś niepożądane spojrzenie mogło paść na mnie i wtedy nici z całego przedsięwzięcia. Ulotniłem się stamtąd niczym duch. Oldsmobile sunął gładko. Głośniki nadal wydawały z siebie jęki gitar wpędzając mnie znów w trans. Zobaczyłem motel. O dziwo jeszcze stał i kusił za ładnym, jak na tą okolicę, neonowym szyldem. Wynająłem pokój nr 6. Zawsze otaczały mnie szóstki. NIE dlatego, że chodziło mi o jakieś moce piekielne. Po prostu ten numer był ze mną od zawsze. Urodziłem się 6 września, prawo jazdy miało 6 w numerze, rejestracja samochodu NY 6603, ilość tatuaży 6, nr mieszkania w Nowym Jorku 606, tel. 660… Wszędzie szóstki. Moje liczby, święte cyfry, szczęśliwy omen dający mi poczucie bezpieczeństwa. „Pod szóstkami będzie Ci dobrze.” Podpowiadał Alistair, a on znał się na takich rzeczach. W końcu jego praca opierała się min. na znajomości wierzeń i przesądów. Szóstki były magiczne. Położyłem się na łóżku i pomyślałem o Laurze Krenz. Nie wiedziałem skąd przyszła mi do głowy. Powinna mieć teraz 36 lat. Znów szóstka. Chyba ją odwiedzę. O tak, powinienem złożyć jej miłą wizytę po latach.
Gdy słońce było dość wysoko moje oczy dopiero otworzyły się i spojrzały na obleśny, motelowy sufit. Spałem w ubraniu, wolałem nie ryzykować zakażenia jakimś choróbskiem. Umyłem się szybko w obskurnej łazience i wymeldowałem się z pokoju. Coś mi mówiło ze noc spędzę pod zupełnie innym dachem. Może to były tylko marzenia, lecz czym byłby Alistair D. Vour jeśli nie realizowałby tego co sobie wymarzył? No właśnie, niczym. Kompletnym zerem. Wędrowałem po mieście zachowując się jak zwykły turysta. W przeciwieństwie jednak do niego oglądałem wszystko z pogardą, która narastała we mnie po przejściu kolejnych kilku kroków. Szambo całego świata, wszystkie szaleństwa i udręki spadały właśnie tutaj do miasteczka, w którym przyszedłem na świat i które chciałem spalić chociażby za samą nazwę. Crystal Dawn. Wierzcie mi nic tutaj nie było czyste jak kryształ, no chyba tylko to że każdy facet po czterdziestce był pedofilem. A zachody słońca były tu koszmarne, jakby na samą myśl o tym miejscu Słońce postanowiło popełnić samobójstwo i skoczyć z krawędzi horyzontu w bezdenną przepaść. Miałem ochotę puścić to wszystko z dymem, a wcześniej powywieszać kilku sukinsynów, z którymi nie wyrównałem rachunków dawno temu.
Na razie czekałem na Laurę. Pracowała w barze jako kelnerka. Miała się uśmiechać i dać łapać za tyłek każdemu kierowcy ciężarówki, który przybywał tutaj zatankować nie tylko paliwo. Szczególnie jeden, wyglądający jak świnia machał tą swoją gruba łapą i obmacywał Laurę. Moją LAURĘ!! Powiedziałem moją? Dlaczego przyszło mi to na myśl? Zauroczenie? Być może. Zobaczyłem jak jego ręka sięga jej za koszulkę, a ona nie może nic zrobić tylko się uśmiechnąć i czekać aż dzień pracy znów się skończy. Już wiedziałem, że tamten prostakowaty gość podpisał na siebie wyrok. Nie wiedzieć czemu drżałem gdy widziałem ręce obłapiające Laurę. Nawet nie mogłem się jej dokładnie przyjrzeć, stałem za daleko ale wiedziałem, że to była ona.
„Obiecuję, że już nigdy nikt Cię nie skrzywdzi.” Szepnęliśmy to z Alistair’em jednocześnie. Obaj byliśmy zauroczeni. Obaj byliśmy gotowi na poświęcenia dla niej. Nie wiadomo czemu jej 36 urodziny były właśnie dzisiaj. Sprawdziłem to. Dostanie od nas prezent. Na srebrnej tacy.

Zobacz tez

Skomentuj prace

Dodaj komentarz
Pseudonim
Tresc
User Gość
Data 2010-09-07 15:00:28
Zapisywanie
Shoutbox
[ 2010-01-31 09:24:28 ] Maciek: Ale co?
[ 2010-01-31 12:02:59 ] KRISS221i: avatar z góry zaczełem czytać
[ 2010-01-31 12:14:42 ] Maciek: Ahaaa. Ja nie oglądałem. Jeszcze.
[ 2010-01-31 12:26:32 ] KRISS221i: i nie polecam
[ 2010-01-31 15:49:03 ] Merrik: A bł ktoś może na Parnassusie?
[ 2010-01-31 16:19:30 ] Misiael: Dziś o 23:30 chcę Was widzieć przed telewizorami - na TVP 2 będzie retransmisja najlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia.
[ 2010-02-01 21:31:31 ] Maciek: Kurczę, że też musiałem to przeczytać dopiero dzisiaj.
[ 2010-02-02 18:12:29 ] Sherrax: To była ściema w programie nigdzie nie pisało "jlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia."
[ 2010-02-04 21:07:02 ] El Daniel: Parnassus zajebisty. chyba ze ktos nie lubi odkreconych filmow w dodatku z nuta rozkminy smile
[ 2010-02-04 21:07:23 ] El Daniel: telewizja kłamie. albo program telewizji xd
[ 2010-02-17 20:26:07 ] Dracula: ha, no to semestr do przodu big_smile
[ 2010-02-25 19:22:33 ] Maciek: Ano
[ 2010-02-25 23:12:54 ] El Daniel: co tam! jp na 100%?
[ 2010-02-27 22:56:41 ] Maciek: Oooo nieeeee.
[ 2010-04-07 22:12:07 ] Maciek: Skąd to pytanie w ogóle?
[ 2010-05-24 23:09:44 ] Maciek: ...
[ 2010-06-06 13:14:14 ] babol xD: stęskniłam się za Wami big_smile tylko neta ni mam..
[ 2010-06-06 13:15:51 ] babol xD: pozdrowionka dla wszystkich smile
[ 2010-06-07 00:05:31 ] Maciek: Dzięki, wzajemnie!
[ 2010-06-24 13:10:35 ] Sherrax: siema
[ 2010-06-24 13:11:06 ] Sherrax: Byl ktos na       Sonisphere Festival ?  big_smile
[ 2010-06-25 01:16:04 ] Maciek: big_smile Wiem, że to nie na miejscu pytanie, ale co mi tam: A co to jest? ;]
[ 2010-06-28 22:58:51 ] Firn: Siema ; p
[ 2010-06-28 23:27:58 ] Maciek: Cześć.
[ 2010-07-13 10:35:32 ] Lola Lola: Dzień dobry smile
[ 2010-07-14 22:51:37 ] Maciek: A dzień dobry, dzień dobry, witamy, prosimy.
[ 2010-08-19 21:18:25 ] avelina: Witam, witam:) o zdrowie nie pytam, ale...Jedzie ktoś na Coke Live Music Festival??smile
[ 2010-08-24 11:57:05 ] Lola Lola: Był ktoś na woodstocku? smile
[ 2010-08-30 21:47:46 ] Sherrax: Nie ale byłem w czoraj na Swinipasie w Kultowej w katosach
[ 2010-09-06 11:06:00 ] Maciek: I jak?
Zarejestruj się żeby pisać w shoutboxie.
reklama [AD]Fanlista
© by Opowiadania 2006 - 2010 oparte na silniku Puklerz kontakt z adminem osób online: 1 Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO
Pozycjonowanie Katowice | Forumowisko | Wycieczki Szkolne | Wycieczki Szkolne | Darmowe Gry