Tresc Wyszli z budynku i pobiegli w stronę przedmieść. Sabriel była zła i przestraszona jednocześnie. Wyciągnięta z ciepłego mieszkania, przez obcego mężczyznę i ciągnięta niewiadomo gdzie. Lepiej być chyba nie może. W głowie jej huczało, a serce kołatało jak oszalałe. Chłodny deszcz znowu spływał po jej ciele. Było jej strasznie zimno. Ale właśnie to zimno pobudziło ją do przytomnego myślenia. Wyszarpnęła się jednym, silnym ruchem z uścisku nieznajomego. On stanął patrząc się na nią ze zdziwieniem. Sabriel zacisnęła dłonie w pięści i zmrużyła oczy mierząc ‘porywacza’. Był to wysoki, przystojny chłopak o kasztanowych włosach, bystrych, ciemnych oczach i ostrych rysach twarzy. Ubrany był w czarną ramoneskę i czarne, proste jeansy.
- Słuchaj no! Nie wiem kim jesteś i czego ode mnie chcesz, ale ostrzegam – zostaw mnie w spokoju bo nie ręczę za siebie! Przychodzisz do mnie, porywasz niewiadomo gdzie i myślisz, że Ci pozwolę?! To Ci coś powiem – cholernie się mylisz! – wykrzyczała czerwona ze złości.
Chłopak popatrzył na trzęsącą się z zimna i złości brunetkę.
- Spokojnie dzieciaku… - mruknął podchodząc do niej. Instynktownie zaczęła się cofać. Grube krople deszczy spływały po jej roztrzęsionym ciele.
- Jestem Alexander. Przyszedłem Ci pomóc. – powiedział spokojnie. – Znalazła Cię policja. Gdybym do Ciebie nie przyszedł, prawdopodobnie byłabyś właśnie przesłuchiwana.
- Żartujesz sobie ze mnie?! Ja na policji? Ciekawe za co, herosie! – krzyknęła krzyżując ręce na piersiach.
- Może za to, że nie każda osiemnastolatka idąc po ulicy ożywia trupy na oczach świadków. Swoją drogą mogłabyś być bardzie dyskretna. Za bardzo się afiszujesz. – rzekł ze spokojem. Nie dawał wyprowadzić się z równowagi. Cały czas był opanowany. W głębi serca doskonale rozumiał co przechodziła Sabriel.
- Nie wiem o czym mówisz… - fuknęła nadąsana.
- Na przykład o Twoich niecodziennych zdolnościach. Takich jak zdolność przywracania Zmarłych do życia. – stwierdził. Serce dziewczyny wygrywało właśnie zdesperowane solo. Ale nie poddawała się. Chciała wiedzieć więcej.
- Można jaśniej? – spytała z udawaną urazą starając się by jej głos brzmiał naturalnie.
- Oczywiście. – odrzekł krótko po czym podszedł do niej. Chwycił jej rękę i podwinął do góry rękaw bluzy. Uścisk miał żelazny, toteż Sabriel pisnęła cicho z bólu. Na jej przedramieniu widniała blizna w kształcie okręgu przebitego krzyżem. Pod wpływem dotyku znamię zaczęło parzyć dziewczynę. Ta syknęła z bólu i wyrwała się z uścisku. Zmierzyła rozwścieczonym wzrokiem Alexa i zaczęła rozmasowywać bolącą i poparzoną rękę.
- Co Ty w ogóle możesz wiedzieć… - burknęła wpatrując się w bliznę, która na szczęście coraz mniej bolała.
- Wiem więcej niż Ci się wydaje. – powiedział twardo i odsłonił swoje znamię identyczne z tym, które nosiła na przedramieniu Sabriel. Dziewczyna oniemiała wpatrywała się w znamię, po czym opuściła wzrok i uparcie zaczęła wpatrywać się w czubki butów. Nie wiedziała co o tym myśleć. Była zdziwiona i zła, a jednocześnie cieszyła się, ze nie jest sama. I że wreszcie ktoś z własnej woli jej pomaga. Rozumie ją. Alexander przyglądał się jej uważnie. Mała, blada istotka w czerni, trzęsąca się z zimna. Bezbronna i zagubiona. Było mu jej żal i to cholernie. Dobrze wiedział co to jest samotność, ale potrafił to dobrze ukrywać. Był rozważnym człowiekiem, a wszędzie gdzie się pojawiał rozsiewał nutkę tajemniczości.
Stał przyglądając się Sabriel z szelmowskim uśmiechem. W końcu westchnął z politowaniem i podszedł do niej.
- Masz Młoda. Pewnie Ci zimno. Zaraz dojdziemy do domu. – powiedział zdejmując ramoneskę i zakładając ją na ramiona dziewczyny. Popatrzyła na niego błękitnymi oczami, w których malowała się wdzięczność. Uśmiechnął się lekko i zaczął odchodzić.
- No chodź dzieciaku! – krzyknął do niej. Obdarzyła go zdziwionym spojrzeniem, po czym zaczęła iść powolnym krokiem za nim.
**
Doszli do Starej kamieniczki pomalowanej na pastelowy kolor. Alexander otworzył wielkie, drewniane drzwi i wszedł do środka. Za nim poczłapała Sabriel. Weszli na ostatnie piętro, do jednego z mieszkań na poddaszu. Był to dość duży lokal, o kolorowych ścianach i skośnym suficie. Mały przedpokój zawalony był kurtkami i płaszczami. Wchodziło się z niego do kuchni połączonej z jadalnią. W korytarzyku mieściła się łazienka, a także wejście do salonu i sypialni.
- To będzie Twój nowy dom Mała. – zakomunikował.
- Super. A dlaczego nie mogę mieszkać u siebie? – spytała wylewając wodę z butów.
- Bo tam znajdzie Cie policja. Masz. Idź się przebrać i wysuszyć. Wyglądasz okropnie. – stwierdził podając jej parę ubrań. – Tam jest łazienka. – wskazał na drzwi w korytarzu.
Pół godziny później siedzieli w salonie na kanapie i rozmawiali. O wszystkim i o niczym.
Sabriel ubrana w za dużą koszulę Alexa, dzierżyła w dłoniach kubek z gorącą herbatą.
- Wiesz, ze bez gotyckiego makijażu wyglądasz całkiem uroczo? – zaśmiał się chłopak. Dziewczyna skrzywiła się lekko.
- Jej to miał być komplement… -mruknął.
- Nie o to chodzi… - pisnęła ściskając rękę. – Parzy. Tak jak wtedy gdy mnie dotknąłeś…
Podwinęła rękaw. Znamię było czerwone i powiększone. Patrzyła na nie zdziwiona. Alexander przeklął pod nosem i podszedł do okna.
- Co się dzieje? – spytała podnosząc na niego wzrok.
- Zmarli… - mruknął patrząc na podwórze. Dziewczyna podeszła do niego i zaniemówiła. Do kamienicy zbliżały się martwe ciała. A przynajmniej powinny być martwe. Teraz najwyraźniej martwe nie były i za wszelką cenę chciały dostać się do budynku.
- Co się tu do cholery dzieje? – krzyknęła Sabriel.
- Na pytania będzie pora później. – burknął Alex wchodząc do sypialni.
- O ile dożyjemy… Idą tu żywe trupy jakbyś nie zauważył! – ryknęła z histerią w głosie w jego stronę.
- Zauważyłem kwiatuszku. Teraz z łaski swojej usiądź sobie gdzieś i nie przeszkadzaj, jasne? I pod żadnym pozorem nie wychodź z mieszkania. – rzucił do niej po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
Naburmuszona dziewczyna podeszła do okna. Cisza i spokój. Na ulicy nikogo. Nagle rozbłysło rażące światło, a z budynku w którym się znajdowała wybiegło kilka istot, którym odpadały płaty skóry. Każda po chwili zmieniła się w kupkę popiołu. Chwilę potem wyszedł Alex ogarniając ulicę wzrokiem.
Uśmiechnęła się pod nosem. Szczęście nie było jej dane na długo. Do mieszkania wpadł jeden ze Zmarłych i zaczął iść w jej stronę.
- O Boże… W co ja się znowu wpakowałam… - mruknęła przestraszona. Z jej piersi wydobył się pełen przerażenia krzyk…