Opowiadania odważnych dla odważnych

Miernych poetów nikt nie zna, dobrych
- niewielu. - Tacyt

Autor: Tiili
Data dodania: 2008-08-29 11:19:41
Rozmiar czcionki zmniejsz zwieksz
Oceny ocen: 0
Odslon: 1165
Dodatkowe: Wyślij ten adres znajomemu
Widok do druku drukarka

6. Szkolne zgrzyty

OpisKolejna część Dbq...
Tresc
Może wydać się wam trochę dziwna, ale pisałam pod wpływem impulsu i tak jakoś wyszło...

Wchodziła po szkolnych schodach pełna obaw i myśli samobójczych. Zastanawiała się, czy Annie przeszedł gniew, czy się pogodzą. Pewnie tak, przecież to, co zrobiły było głupie i dziecinne. Zupełnie nie na miejscu. 
Zatrzymała się w połowie drogi i zerknęła za ramię. Korytarz był całkowicie pusty. Podłoga wykafelkowana na ciemno, po której, gdy się szło, słyszało się własne, drżące kroki. Ściany były utrzymane w jasnych barwach, wszystko jak w zwykłej szkole; okna ogromne, drzwi poobdrapywane, zniszczone zamki, po przeciwległej stronie znajdowały się łazienki. Schody wąskie, ledwie dla dwóch osób idących obok siebie. 
Catherine ruszyła dalej. Pierwsza była matematyka, znienawidzony przedmiot i dziewczyna musiała się pośpieszyć. Spóźnienie było niedopuszczalne.  Wdrapała się na górę. Klasa znajdowała się tuż przy schodach, więc nie musiała się zbytnio śpieszyć. Pod salą siedziały już dziewczyny. W sumie, razem z Catherine było ich dziewięć. Nie do pary. Spisywały od siebie pracę domową. Kate zauważyła, że jej paczka trzyma się nadal razem. Postanowiła zobaczyć, czy przyjaciółka nadal się na nią droczy. Chyba zbyt głęboko wierzyła w jej wierność.
Usiadła obok Annie, a ta natychmiast, zupełnie bez słowa wstała i przykleknęła obok Misi, z drugiej strony. 
Co ją ugryzło? pomyślała Catherine. Przecież byłyśmy tak zgraną paczką.
-Kate, pójdziesz ze mną do łazienki? -Spytała niespodziewanie Evelina. Na szczęście chociaż ta ją akceptowała.
Obie powędrowały do WC, odprowadzane wzrokiem przez Margaritę. Chciała znowu przebywać z Kate, ale duma jej na to nie pozwalała i nie przyjmowała do wiadomości niczego, co mówiły Misia i Yumi. Niech to ona pierwsza przeprosi. Przecież na mnie nakrzyczała!, sztorcowała się Johans w myślach. 
Evelina podeszła do lustra, poprawiła włosy.
-O co poszło? -Spytała bez wstępu. Kate udawała, że nie rozumie.
-Nie kłam, pokłóciłyście się, to widać. 
-Nie chcę o tym mówić. -Stwierdziła dziewczyna.
-Musisz, inaczej gorzej to na ciebie wpłynie. Przecież mnie znasz, nikomu nie powiem.
-Annie też znałam. I co?
Evelina nie uśmiechała się jak zwykle, tylko patrzyła na nią tajemniczo.
-No dobrze. -Westchnęła Kate. -Bo niby ja nie chciałam jej słuchać. Kurwa, bo jak Annie opowiada, to już nie można niczego wtrącić! East Villiage to, David tamto, Mareczek siamto.
-Jaki Mareczek? -Chciała się dowiedzieć Evelina.
-Jej mały kuzyn, Marek. Taki wredny dzieciak. Ale nie zbaczajmy z tematu. Dlaczego szanowna pani Margarita nie pomyślała, że mogę mieć coś ważniejszego jej do przekazania niż jakieś tam jarmarki?
-Obie się odwracacie od siebie. -Dziewczyna założyła ręce i oparła się o lusto. -Przecież mogłaś poczekać.
-Ty też przeciwko mnie?
-Nie.
Kate raziła ją stalowym spojrzeniem. Evelina wyglądała jak dobra koleżanka, zawsze uśmiechnięta. Ciekawe tylko co się kryło pod tą twarzyczką.
-A co chciałaś jej powiedzieć?
-Niewazne.
-Ważne! Bardzo ważne.
-Obiecaj, że nikomu, nikomu nie powiesz!.
-Obiecuję. -Zaczęła się przysłuchiwać.
-Ani niczemu.
-Niczemu. Więc?
-Widziałam anioła.
Kate tylko czekała, aż Evelina parsknie śmiechem i wyzwie ją od wariatek. Wręcz przeciwnie. Stała i patrzyła na nią zwyczajnie, ściągnęła usta.
-No i co?
-Dziewczynki, proszę wyjść. -Do łazienki zajrzała pani Stroops, ich wychowawczyni. Zawsze elegancka, teraz ubrana w jasne dzinsy i niebieską bluzkę z długim rękawem. Ciemne włosy miała niedługie, ledwie do ramion. -To nie miejsce pogaduszek.
-Porozmawiamy potem, okej? -Zapytała Kate, gdy wracały. Zdążyły tuż przed dzwonkiem. -Po szkole pójdziemy do mnie i wszystko ci opowiem. Po prostu muszę to komuś powiedzieć. Tylko proszę, nie wspominaj nic do czasu, aż skończymy lekcje, bo chyba nie wytrzymam, jeżeli będę musiała o tym myśleć.
Evelina tylko kiwnęła głową. Pani wpuściła je do sali i zaczęły się lekcje. Nie były to mile spędzone godziny i teraz Kate naprawdę czuła że wariuje. Wariuje od środka. Najpierw przedmioty, później apel. Właśnie. Apel.
Cała ta głupia, jak uważała Kate, uroczystość obywała się w sali gimnastycznej, którą na tę okazję specjalnie przystrojono brytyjskimi barwami. Wszędzie poustawiano krzesła dla nauczycieli, zawalały one dosłownie każdą powierzchnię. Wszystkie klasy zgromadziły się pod ścianami, natomiast ciało pedagogiczne spoczęło sobie wygodnie na siedziskach. Przemówienie dyrektora też nie było niczego sobie. Catherine robiło się coraz bardziej niedobrze i musiała oprzeć się o ścianę, aby nie upaść. Ciągle znosiła komentarze Evy i Sylvi, jej koleżanek z klasy. W pewnej chwili Evelina złapała ja za łokiec i wskazała jakiegoś chłopaka.
-Patrz! -Szepnęła jej do ucha. -To Michael Brand! Ten prymus szkolny!
Kate gwałtownie poczerwieniała, na szczęście stała zasłonięta i tamta nie zauważyła. Zrobiło się jej gorąco i pragnęła tylko dwóch rzeczy; albo umrzeć albo w końcu stąd wyjść. Niestety, to drugie nie było jej pisane, gdyż nauczyciele postanowili sprawić uczniom niespodziankę i zatrzymać ich po lekcjach na konkursy i gry. Końcowy efekt był taki, że wszyscy siedzieli znudzeni do granic możliwości (niektórzy nawet pokładli się na podłodze) i wysłuchiwali w kółko tego samego. Spiewającego chóru albo recytujących dziewczyn.
-Długo to jeszcze będzie trwać? -Spytała po raz setny Evelina.
-Nie wiem. -Odparła po raz setny Kate wpatrując się w Michaela. Boże, jakże się jej podobał. Marzenie...
-Idziesz? -Koleżanka wyrwała ją z zamyślenia.
Skończyło się w ostatnim momencie, gdyż wszyscy już myśleli, że tutaj pozdychają. Gdy ruszyli do drzwi zrobił się okropny rumor; na podwórko wysypała się gromada ubrana na biało-czarno, najsmutniejsze kolory. Szpilki dziewczyn bębniły o chodnik.
-Cześć.
Catherine i Evelina odwróciły się i natychmiast tego pożałowały. Tuż za nimi stał Bowga, jeden z licznych chuliganów. Szerszy niz wyższy, ze sztywna szczeciną, odsłoniętym czołem, ubrany jak zwykle w dres. Jak mój brat, pomyslała Kate, tyle że on jest chuderlak. Bowga był jednym z najgorszych łobuzów; wszyscy się go bali. Catherine już doświadczyła od niego; mieszkał niedaleko niej i codziennie koczował gdzies na jej ulicy ze swoimi koleżkami. Teraz u jego boków stali Gary i Olsen. Jeden wysoki i chudy jak patyk, drugi zwyczajny, tylko że włosy miał dłuższe nawet od włosów Yumi. Usmiechali się groteskowo.
-Co, już nawet cześć nie odpowiesz? -Powiedział na głos Bowga, a po cichu dodał: -Dziwko?
Kate nie poczuła się upokorzona, obrażona czy wstrząśnięta tą wypowiedzią. Raczej nie poczuła nic. Zupełnie. Tak, jakby jej uczucia się gdzieś zapodziały, na przykład w domowym ogródku, i teraz harcowały z psem.
-Odwal się od nas! -Hardo rzekła Evelina. Ze szkoły wychodziły akurat trzy pozostałe przyjaciółki z paczki. Annie zatrzymała się na schodach z ironicznym usmieszkiem, takim samym, jaki miał Bowga.
-Powtórz. -Powiedział Gary.
-Nie warto. -Skomentowała Kate, gdyz koleżanka już przymierzała się, aby mu odparować.
-A ty co? Święta? Mała hipochondryczka? -Spytał Bowga. I tu już należało zacząc się bać.
Catherine wzruszyła ramionami i odwróciła się. Zanim zdążyła zrobic choćby krok Bowga chwycił ją za ramię i silnym ruchem odwrócił. Teraz sobie zasłużył. Dziewczyna nie wiedziała, czy zignorować, czy uderzyć w tę zasmarkaną twarz. Z jednej strony zostanie jej duży siniak, z drugiej bała się jego reakcji, z trzeciejj nie chciała się ubrudzić.
-Nie wiesz co zrobić, nie?
-Zostaw ją!
Chłopak rozejrzał się. Podszedł do nich Michael Brand, tuż za nim kroczyła jego dziewczyna, Dominika. Kate nagle zaczęła jej ogromnie zazdrościć. Dziewczyna miała krótkie blond włosy, powiązane w warkoczyki i supełki, nosiła zwykłe spodnie z materiału i okropny, kolorowy sweterek. Wyglądała na ''dotknij mego ukochanego, a pożałujesz!''. Michael natomiast wyglądał zwyczajnie; ciemne włosy, jasne oczy. Niczym się nie wyróżniał i Catherine dziwiła się, co w nim widzi. Może tylko głos jej kogoś przypominał. Kogoś, kogo znała, ale nie pamięta.
-Dlaczego je zaczepiasz, mądralo? -Spytał chłopak, a Dominika przykleiła się do jego ramienia.
-A bo co, twoja sprawa? -Warknął Bowga, ale nie puścił Kate. Ta czuła, że jeżeli dalej będzie ją trzymać, to chyba ręka jej uschnie od bólu. Zaczynała się wściekać. Wprost gotowało się w niej, aby uderzyć zbira, miernotę jedną, nieczystość.
-Nie potrzebujemy twojej pomocy. -Powiedziała Evelina, nagle zadowolona z jakiegoś powodu. Michael spojrzał na nią niedowierzająco.
-Może ty nie potrzebujesz. -Wykrztusiła Catherine. Zerknęła na Yumi, Misię i Annie. Wszystkie udawały, że jej nie znają. Poczuła, że ma dość, niech sobie na nią poluje, ona po prostu chce spokoju. Za dużo się na nią zwaliło kłopotów przez kilkanaście dni. -Evelina. -Szepnęła do przyjacióki.
-Co?
-Przygotuj sie do biegu.
-Że niby co? -Powiedział Gary. -Masz coś do nas?
-Mam! -Wrzasnął Michael. -Nie macie prawa...
-Misiaczku! -Pisnęła Dominika. -Nie rób tak, bo jeszcze cię zbiją!
-Bowga? -Spytała Catherine nużącym głosem.
-Czego? -Odwrócił się jej stronę i natychmiast dostał w twarz. Walnęła najmocniej jak potrafiła. Chłopak puścił ją i chwycił się za nos, z którego ciekła krew, a Kate nie oglądając się za siebie pognała, ciągnąc Evelinę.
Wbiegły zdyszane do pokoju Catherine i obie padły na dywan. Dysząc ciężko, śmiały się.
-To było fenomenalne. -Zauważyła Evelina.
-Gorzej. -Powiedziała Kate. Już nie było jej do śmiechu. -A co będzie jutro w szkole? Boże, jak on mnie gdzieś dopadnie?
Podniosła się. Cała drżała i nie mogła ustać.
-Będzie miał ze mną do czynienia! -Zauważyła koleżanka, ale zrobiła to jakoś cicho.
-A Michael? Co on sobie pomyśli? Tak się skompromitowałam! Ja już dłużej nie wytrzymam!
-Ale o co chodzi?
Dziewczyna usiadła spowrotem na podłodze, podciągnęła kolana pod brodę i oplotła je rękoma. Evelina przykucnęła obok.
-Znasz takie uczucie, że coś wali ci się na głowę, prawda?
-No, znam.
-Widzisz, przedtem mogłam liczyć na Annie, teraz okazało się, ze to ty byłaś najwierniejsza.
-Ale ona jest zbyt dumna, żeby...
Przerwała. Zauważyła, że tłumaczenie nic by nie dało.
-Przeprowadziłam się, myślałam, ze wszystko się ułoży. A tymczasem nowa szkoła okazała się okropna. Ledwo poznałam wspaniałe przyjaciółki, a już je straciłam. Mam wrażenie, ze coś jest nie tak. Wszędzie czuję coś dziwnego. Chyba czas na terapię.
-No co ty? -Skwitowała Evelina. -Każda nastolatka w okresie dojrzewania się tak czuje.
-Ale ja juz przez to przechodziłam.
Dziewczyna ściągnęła brwi.
-Może porozmawiajmy o czymś innym?
-O czym? Aniołkach? Chcesz wiedzieć, to widziałam dwóch, stali dokładnie tutaj, gdzie siedzisz.
-I co?
Kate powtórzyła jej wszystko co zapamiętała. Nie chciała już do tego wracać.
-Jesteś pewna, ze ci się nie sniło?
-Nie wiem, nic już nie wiem! -Wrzasnęła Kate. -Och, niech oni wszyscy dadzą mi spokój!
-Nie, to ty się uspokój. Ja też widuje dziwne rzeczy.
Kate nic nie odparła. Niezbyt ja obchodziło, co przyjaciółka widuje. Była zdenerwowana i marzyła o kubku gorącej czekolady.
-Chcę byc normalna.
-Przecież jesteś.
-Nie jestem.
Evelina nic nie powiedziała, skwitowała to parsknięciem.
-Ja nie jestem lepsza.
Wstała.
-Potrzebujesz odpoczynku. Wyśpij się, nie idź jutro do szkoły. Idź na spacer do tego pięknego lasu, albo gdziekolwiek.
-Sama nie.
-Pójdę z tobą, tylko proszę, nie siedź tak, bo wyglądasz jak trzy ćwierci do smierci. Nastawię radio. Mogę?
Catherine kiwnęła głową i gdy przyjaciółka się odwróciła otarła łzy, które spłynęły jej na policzki. Evelina nastawiła jakąś wesołą melodię i po jakims czasie Kate zrobiło się raźniej.
-To twoje rysunki?
Dziewczyna przeglądała stos papierów zalegających na biurku. Wyciągnęła właśnie jakieś stare szkice, o których Catherine już dawno zapomniała. Nie były one najpiękniejsze, przynajmniej tak się jej wydawało, jednak Evelina rozpływała się nad nimi.
-Czasami chciałabym byc na twoim miejscu. -Powiedziała. -Tak malować...
-Nie chciałabyś, wierz mi. Zaraz przyjdę.
Musiała mieć chwilę spokoju. Zeszła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce w poszukiwaniu czegoś słodkiego. Czekolada najlepiej poprawiłaby jej humor, ale niestety rodzinka zjadła jedną dzień wcześniej. Znalazła natomiast lody truskawkowe. Razem z pokrojonymi brzoskwiniami i odrobiną mięty komponowały się wspaniale w  czerwonych miseczkach. Zaniosła to wszystko do siebie.
-Mhm, lody, ależ jestem głodna! -Westchnęła Evelina.
-Jedz na zdrowie. -Uśmiechnęła się Catherine. Nawet zapomniała o tym, że przyjaciółka jest u niej pierwszy raz.
-Muszę cię do siebie zaprosić. -Zauważyła Boes, delektując się brzoskwiniami. -Ja dopiero niedawno wynegocjowałam własny pokój i jeszcze jest nieurządzony.
Catherine wlazła na łóżko, swój ulubiony mebel, i też zaczęła jeść słuchając. Wkrótce Bowga i szkoła były tylko ulotnym wspomnieniem. Obie pogrążyły się w naturalnej rozmowie, pełnej śmiechu i chichotu. Żałowała, że nie mogło być tu Annie. Ale nic, wierzyła, że w końcu się pogodzą.

Zobacz tez

Skomentuj prace

Dodaj komentarz
Pseudonim
Tresc
User Gość
Data 2010-09-07 15:14:52
Zapisywanie
Shoutbox
[ 2010-01-31 09:24:28 ] Maciek: Ale co?
[ 2010-01-31 12:02:59 ] KRISS221i: avatar z góry zaczełem czytać
[ 2010-01-31 12:14:42 ] Maciek: Ahaaa. Ja nie oglądałem. Jeszcze.
[ 2010-01-31 12:26:32 ] KRISS221i: i nie polecam
[ 2010-01-31 15:49:03 ] Merrik: A bł ktoś może na Parnassusie?
[ 2010-01-31 16:19:30 ] Misiael: Dziś o 23:30 chcę Was widzieć przed telewizorami - na TVP 2 będzie retransmisja najlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia.
[ 2010-02-01 21:31:31 ] Maciek: Kurczę, że też musiałem to przeczytać dopiero dzisiaj.
[ 2010-02-02 18:12:29 ] Sherrax: To była ściema w programie nigdzie nie pisało "jlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia."
[ 2010-02-04 21:07:02 ] El Daniel: Parnassus zajebisty. chyba ze ktos nie lubi odkreconych filmow w dodatku z nuta rozkminy smile
[ 2010-02-04 21:07:23 ] El Daniel: telewizja kłamie. albo program telewizji xd
[ 2010-02-17 20:26:07 ] Dracula: ha, no to semestr do przodu big_smile
[ 2010-02-25 19:22:33 ] Maciek: Ano
[ 2010-02-25 23:12:54 ] El Daniel: co tam! jp na 100%?
[ 2010-02-27 22:56:41 ] Maciek: Oooo nieeeee.
[ 2010-04-07 22:12:07 ] Maciek: Skąd to pytanie w ogóle?
[ 2010-05-24 23:09:44 ] Maciek: ...
[ 2010-06-06 13:14:14 ] babol xD: stęskniłam się za Wami big_smile tylko neta ni mam..
[ 2010-06-06 13:15:51 ] babol xD: pozdrowionka dla wszystkich smile
[ 2010-06-07 00:05:31 ] Maciek: Dzięki, wzajemnie!
[ 2010-06-24 13:10:35 ] Sherrax: siema
[ 2010-06-24 13:11:06 ] Sherrax: Byl ktos na       Sonisphere Festival ?  big_smile
[ 2010-06-25 01:16:04 ] Maciek: big_smile Wiem, że to nie na miejscu pytanie, ale co mi tam: A co to jest? ;]
[ 2010-06-28 22:58:51 ] Firn: Siema ; p
[ 2010-06-28 23:27:58 ] Maciek: Cześć.
[ 2010-07-13 10:35:32 ] Lola Lola: Dzień dobry smile
[ 2010-07-14 22:51:37 ] Maciek: A dzień dobry, dzień dobry, witamy, prosimy.
[ 2010-08-19 21:18:25 ] avelina: Witam, witam:) o zdrowie nie pytam, ale...Jedzie ktoś na Coke Live Music Festival??smile
[ 2010-08-24 11:57:05 ] Lola Lola: Był ktoś na woodstocku? smile
[ 2010-08-30 21:47:46 ] Sherrax: Nie ale byłem w czoraj na Swinipasie w Kultowej w katosach
[ 2010-09-06 11:06:00 ] Maciek: I jak?
Zarejestruj się żeby pisać w shoutboxie.
reklama Fanlista
© by Opowiadania 2006 - 2010 oparte na silniku Puklerz kontakt z adminem osób online: 8 Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO