Opowiadania odważnych dla odważnych

Z życiem jak ze sztuką w teatrze: ważne nie jak długo trwa, ale jak zagrana.
- Seneka Młodszy

Autor: Eliveva
Data dodania: 2010-01-30 13:33:52
Rozmiar czcionki zmniejsz zwieksz
Oceny 5 ocen: 2
Odslon: 138
Dodatkowe: Wyślij ten adres znajomemu
Widok do druku drukarka

Ternora

OpisŚwiat się zmienił. W dobie elektroniki prawie całkowicie wygineła przyroda, zastępując ją wyjałowionymi, betonowymi miastami. Na Świecie pozostał tylko jeden jedyny jej zakątek. Ternora. Proszę o komentarze:)
Tresc
Prolog



Na niebie spokojnie mknęły ciemne, kłębiaste obłoki, na razie pojedyncze, ale im dalej patrzyło się na zachód tym ciemniejsze i gęstsze one były, zanosiło się na porządny deszcz. Las szumiał nieco ponuro niosąc wraz z wiatrem ciepły zapach jodu i świeżej żywicy.  Nieopodal dużego głazu skradał się właśnie lis z nosem nisko przy ziemi, polujący najwyraźniej na małą nornicę ukrytą między kamieniami. Ani jedno ani drugie zwierzątko nie było świadome, jakie wielkie szczęście ich spotkało przez to gdzie mogły zamieszkać.

Harmonia, jaka panowała w Ternorze była już rzadkością w dzisiejszym świecie, pełnym brzęczącej, dudniącej, tykającej, piszczącej, warkoczącej…. Hałasującej elektroniki.

Ludzie byli śmiertelnie zmęczeni betonowymi, wyjałowionymi miastami i mocno rozwiniętą technologią, przyjeżdżali wiec tu, choć na chwilę, odsapnąć od tego wszystkiego. Rozległe nadal dziewicze tereny pozwalały na ponowne wytworzenie ich więzi z naturą, jednak rzadko wytrzymywali w takich miejscach bez dostępu do Internetu, telewizji, radia, telefonu i całej elektroniki, dłużej niż kilka miesięcy, czasem tygodni. No, bo przecież w dzisiejszym zwariowanym świecie brak kontaktu z resztą świata był gorszy niż utrata kończyny…, którą można było przecież zamienić na sztuczną, zmechanizowaną, dającą o wiele lepsze rezultaty niż swoja własna.

Ternora, jako ostatnie królestwo wymierającej na globie przyrody skwapliwie było, więc strzeżone przed całym tym technologicznym wymysłem ludzi.


Rozdział 1



Czarny samochód mknął po krętej szosie wijącej się kilometrami przez niebyt wysokie, zielone góry, odgradzające Trenorę od zmechanizowanego świata. W środku auta siedziało starsze małżeństwo wraz z dwójką swych dorosłych już dzieci. Starszy syn, Michael rozmawiał właśnie przez telefon usilnie starając się pozałatwiać sprawy, które wcześniej całkiem wyleciały mu z głowy i przez to kłócił się głośno ze swoim pracodawcą a zaległy projekt. Ich młodsza córka Zoe siedziała obok niego nieco sztywno, wpatrzona w coraz to piękniejsze widoki roztaczające się przed nimi. Nie była zachwycona całą tą przeprowadzką, choć wiedziała, że jadą tam tylko na jakiś czas a sam domek wynajęli tylko od krewnych, którzy dość niedawno go nabyli w okazyjnej cenie.  Mogła się nie zgodzić na ten wyjazd, ale mama tak prosiła, więc uległa jej namową, a z resztą, co miała do stracenia? Niedawno zerwała z chłopakiem, który ją zdradził z jej przyjaciółką a praca dorywcza dawno jej się skończyła. Czego miała, więc żałować? Westchnęła głęboko i oparła głowę o szybę.

- Mała, nadal jesteś tym wszystkim zdołowana? – Zagadnął Michael odkładając telefon na siedzenie. Przyglądał jej się z troską w oczach. Nie miała ochoty odpowiadać w ogóle na to pytanie, ale co zrobić, kiedy starszy brat tak bardzo się o ciebie martwi?

- Trochę, ale wszystko jest już ok. Serio. Nie musisz się mną tak przejmować- Widziała jego wątpiącą minę, więc posłała mu niepewny uśmiech i na powrót wyjrzała przez okno.  Dalej ją nie męczył.

Właśnie dojeżdżali do lasu, przy którym została wbita w ziemię tabliczka z napisem Ternora i gładka droga się skończyła. Zamiast tego pojawiły się kamienie, dziury i wyboje, przez co zaczęło nieźle trząść samochodem. Zoe po raz pierwszy w swym dwudziestojednoletnim życiu zobaczyła prawdziwy las! Nie żadem mały skwer z odrobiną ozdobnej roślinności, jakie zwykle były gdzieś upchnięte w miastach, ale prawdziwy, wiekowy las o drzewach z grubymi pniami i bujnymi koronami.  Otwarła ostrożnie okno w aucie a zapach, jaki wdarł się do środka był przyjemny i całkowicie jej obcy, pozbawiony smrodu miasta i spalin.

- Ach Zoe mam nadzieję, że ci się tu spodoba. – Powiedziała nieco niepewnie mama zerkając na nią przez ramię.

- Co miałoby jej się tu nie spodobać, Susan, kochanie?! Przecież to tu spotkaliśmy największe szczęście w naszym życiu. Siebie. – Rzucił ojciec a spojrzenie, jakie posłał jej matce było przepełnione miłością, jaką do niej czuł. – Kto wie może i ona pozna tu kogoś ciekawego.

- Nie wiedziałam, że to właśnie w Ternorze się poznaliście… - Zainteresowała się Zoe, na co mama się nieco zarumieniła.  – Nigdy nam o tym nie mówiliście!

- Och, bo nie pytaliście, a poza tym to było tyle lat temu, a w tych czasach tak łatwo o wszystkim zapomnieć. – Odparła, choć Zoe miała wrażenie, że to nie była do końca prawda.

- Na pewno ci się tu spodoba.  – Dorzucił pewny swojego ojciec, na co Michael zakasłał znacząco.

- A mnie to nikt nie chce przekonać, że będzie tu super?

- Sam chciałeś tu przyjechać i zakosztować trochę barbarzyńskiego życia, jak to nazwałeś, więc siedź cicho. – Zażartował Ben poczym ponownie skupił się na jeździe. 

Dla Zoe było tu wszystko takie nowe i z oczami jak spodki wpatrywała się w coraz to nowe dziwy! Czy to nie była sarna? O tam! Za drzewami! A tam! To chyba był dzik! Jej cynamonowe włosy rozwiewał wiatr, kiedy wychylała się przez okno a na pełnych ustach powoli niczym słońce wyłaniające się znad horyzontu o poranku pojawiał się uśmiech, coraz szerszy uśmiech...

Zanim dojechali przed skromną, ale ładnie zbudowaną z grubych bali chatkę, Zoe zdążyła się chyba ze sto razy zachwycić i zapomnieć, przed czym ucieka. Nie widziała po drodze żadnych innych chat, ale słyszała, że wszystkie specjalnie są od siebie tak oddalone by wypoczywający za bardzo sobie nie przeszkadzali.

Na drzwiach chatki została przybita tablica informacyjna z ogólnym regulaminem zachowania się w Ternorze. Lista była długa. Z tego, co wyczytała zabraniali śmiecenia, chodzenia innymi drogami niż wyznaczone szlaki, używania jakiejkolwiek elektroniki oraz maszyn i masę innych rzeczy. Ben wraz z Susan już wyciągali pakunki z bagażnika samochodu i wnosili je do chatki. Michael również coś grzebał przy aucie.

-cholera! Nie odbiera tu żadna stacja radiowa! – Zawołał zdziwiony a Zoe nieco od niechcenia podeszła do niego. Radio, co najmniej dziwnie się zachowywało, tak jakby samo chciało się nastawić, ale nie potrafiło a cyferki skali zmieniały się w oszałamiającym tempie, totalnie świrując a do tego z głośników ryczały okropne piski i szumy.

-To zaburzenia magnetyczne – Stwierdziła.  – Nie czytałeś ulotki? Specjalnie to zrobili, by nie działała jakakolwiek elektronika. Człowiek ma tu odpocząć od naszego trybu życia. O to w tym chodzi.. To jest swoisty powrót do średniowiecza… znaczy do sił natury. – Poprawiła się szybko.

Michael westchnął zrezygnowany i wyszedł z auta, po czym zatrząsnął za sobą drzwi. Wiedział o zakazach, ale myślał, że można je jednak w jakikolwiek sposób, choć od czasu do czasu obejść.  Z głębi chatki dobiegły ich nawoływania rodziców.  Razem poszli, więc do ich wspólnego domu, w którym mieli mieszkać przez najbliższe tygodnie.

W środku było naprawdę przytulnie. Grube belki i tu były wyciągnięte i pięknie wyeksponowane a w kamiennym kominku trzaskał spokojnie ogień.  Przed nim na podłodze leżało prawdziwe białe, włochate, baranie, futro. Na ścianach do belek poprzybijane zostały różne obrazy i jelenie poroże.  W koncie stała jasna, nowoczesna, narożnikowa sofa z niewielkim mahoniowym stolikiem do kawy.

-Uroczo- Uznała Zoe, nie mogła się powstrzymać i po kolei - jak dziecko - wszystko musiała osobiście dotknąć dłońmi. Wszystko było takie pierwsze, świeże… Jej uwagę szczególnie przykuła mała figurka przedstawiająca jakieś dawno zapomniane bóstwo.  Wyglądała trochę dziwnie, jak mały skurczony w sobie ziemniak z oczami z niebieskich, mieniących się klejnotów i z szerokimi ustami wygiętymi w nieco drwiącym uśmiechu. Wyglądało to na naprawdę starą rzecz i jak na tak mały przedmiot było niezwykle ciężkie.

-Co to za brzydactwo? – Skomentował Michael, przyglądając się figurce znad jej ramienia. Zoe wzruszyła ramionami, nadal obracając przedmiot w dłoniach. Szukała jakiejś inskrypcji czy czegoś, co mogłoby powiedzieć jej coś więcej o swoim znalezisku, ale był niepodpisany, więc odłożyła go w końcu powrotem na półkę.

- Zoe zobacz! To będzie twój pokój! – Zawołała ją mama otwierając przy tym jakieś drzwi na końcu niewielkiego korytarza.  – Chyba ci się spodoba!
Zoe uznała ze jeszcze nigdy nie widziała tak osobliwego pokoju. Wszystko tu było drewniane i imitowało las.  Nawet na środku rosło niewielkie, karłowate drzewko a jego pień ginął pod zbitą z desek podłogą. Tylko z jednej strony ściana była zbudowana z bali, w której tkwiło okno na zewnątrz, natomiast reszta została wymalowana niczym piękny, ogromny obraz, na którym umieszczono cały otaczający ich las a każda z trzech ścian przedstawiała inna porę roku. Brakowało tu tylko zimy, ale jak uznała Zoe, wtedy drzewa nie wyglądają tak majestatycznie jak teraz, latem. Nie żeby widziała las zimą, ale miała o nim nikłe wyobrażenie, bo oglądała w Internecie stare zdjęcia.

Pod ścianą imitującą las podczas jesieni stało ogromne drewniane łóżko z materacem, pościel była pomarańczowo zielona dobrana tak by pasowała do całości. W innym kącie stały trzy grubo ciosane pieńki, połączone ze sobą i obrobione na komodę z wysuwanymi szufladami a na podłodze i tu również leżało kudłate, białe futro. Cały pokój prezentował się nadzwyczajnie i Zoe rzeczywiście od razu przypadł do gustu.

- Cudowny prawda? Myślę, że będzie odpowiedni właśnie dla ciebie.  Ciocia mi mówiła, że poprzedni właściciele wybudowali ten dom ponad czterysta lat temu a ten pokój od początku tak wyglądał, nawet to drzewko rośnie tu do teraz. Jedynie, co w nim robili to odnawiali zużyte sprzęty i poprawiali ten piękny obraz ścienny. – Susan była, co najmniej zachwycona. – A tak w ogóle. – Dodała po chwili marszcząc przy tym brwi w zadumie. - Dziwne, że te drzewo nadal rośnie…, ale może z tym to akurat była bajeczka.

Mama zadowolona szybko wróciła do swoich zajęć, sprzątając i wykładając resztę pakunków. Ben gdzieś znikł, prawdopodobnie postanowił rozejrzeć się po okolicy a Michael mamrotał niezadowolony pod nosem coś, co brzmiało jak „zabita dechami dziura”.

Zoe z zapałem obejrzała resztę pokoi, ale już nie tak osobliwych jak jej. W końcu usiadła na wygodnej narożnikowej sofie w salonie i westchnęła z wyraźna ulgą. Nagle ogarnęło ją wrażenie jakby znalazła się tam gdzie powinna, było to dziwne uczucie, ale i przyjemne. Po krótkiej chwili samotności z dworu wrócił jej ojciec i uwalił się obok niej na kanapie.

-Trochę będę tęsknił za telewizją. -  Rzucił od niechcenia i przeciągnął się mocno aż mu kości chrupnęły w stawach. – Ale takie od alienowanie się od tego wszystkiego dobrze nam zrobi.

- Chyba tak. – Poparła go i wstała z kanapy z zamiarem przejrzenia książek stojących na niewielkiej biblioteczce przybitej do beli.

-To stare książki. Przeglądałem już je. – Zoe spojrzała na swego tatę i wzięła pierwszą lepszą książkę, która jej wpadła w ręce.

- A co to? – Zdziwiła się, bo kiedy ją otwarła ujrzała jakieś dziwne malunki i formuły rymowane niczym zawiłe, pradawne zaklęcia. Języka, w którym została napisana niestety nie znała, zamknęła, więc książkę by sprawdzić jej tytuł. Niestety tak jak figurka, którą wcześniej znalazła była niepodpisana a jej czarna skórzana okładka była, co najmniej mocno zniszczona. Widziała tylko na okładce lekki zarys czegoś, co niegdyś musiało być kołem z czymś go przecinającym na pół, ale teraz było już to praktycznie niewidoczne, bo księga była w tak fatalnym stanie.

- Co tam masz? – Spytał zainteresowany.

- Mówiłeś, że już przeglądałeś te książki – Zmarszczyła brwi uśmiechając się przy tym do niego.

- Ale tej nie widziałem!

- Wygląda na to, że to jakaś księga zaklęć.

-Księga zaklęć? – Zdziwił się Ben z nieco drwiącym uśmieszkiem. – Daj spokój… - ale wstał i kiedy wziął księgę do ręki mina mu trochę zrzedła. – Interesujące.

- Teraz to by się przydał Internet… - Stwierdziła i wyciągnęła ojcu z reki księgę. – W każdym bądź razie ja ją znalazłam, wiec zamierzam ją przejrzeć.
Ben nie protestował, więc Zoe poszła do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi by nikt jej nie przeszkadzał. Księga była naprawdę interesująca, ale ani trochę z niej nic nie rozumiała. Przyglądała się tylko obrazkom, które przedstawiały jakieś rytuały na zwierzętach i inne brzydactwa, jak odcięte nogi kur czy skrzydła nietoperza.  Kiedy tak przeglądała książkę ponownie nawiedził ją ten błysk świadomości, że ta nie trafiła w jej ręce przez przypadek. No, bo dlaczego Ojciec wcześniej jej nie znalazł, kiedy ona leżała na takim widoku, jeśli mówił, że już przeglądał książki??

Po jakieś godzinie odłożyła księgę na pnio-komode – jak nazwała ten oryginalnie wykonany mebel- i usiadła na łóżku. I znowu dopadły ją niechciane wspomnienia i żal z powodu zranionej miłości, a już tak dobrze jej szło... Prawie przez kilka godzin nie myślała o Nathanie i jego wyrazie twarzy, kiedy zorientował się, że został przyłapany na gorącym uczynku w łóżku.

Przekręciła się na bok i otuliła szczelnie kołdrą starając się odgonić z umysłu te natarczywe obrazy. Na zewnątrz zaczęło już zmierzchać a ciemne chmury tylko bardziej przyciemniały krajobraz nie pozwalając dotrzeć ostatnim promieniom słońca na ziemię.

Chyba zapadła w sen, bo coś majaczyło jej się o domku w lesie i księdze, z której same wydzierały się strony i przeistaczając się w okropne piszczące przedmioty, od których robiło jej się niedobrze. Ale kiedy się obudziła w ogóle nie pamiętała, o co chodziło w śnie. W pierwszej chwili nie potrafiła tez zorientować się gdzie się właśnie znalazła, ale wtedy weszła do pokoju Mama i pamięć jej wróciła. No tak Ternora – pomyślała znużona, głośno przy tym ziewając.

- Przyniosłam ci śniadanie, wczoraj tak szybko poszłaś spać nie jedząc nawet kolacji. Pewnie jesteś głodna?

- Byłam zmęczona podrożą mamo.– Odparła i wzięła od Susan tacę z jajkami na miękko, dwoma tostami i sokiem pomarańczowym.

- Jedz, jedz skarbie, a i tylko lepiej się pośpiesz- Rzuciła na wychodne, – Bo jak Michael wparuje do łazienki to zostanie ci tylko zimna woda. Dzięki bogu, że choć te kolektory słoneczne można użyć tu w Ternorze. – Dodała i po tych słowach po prostu wyszła z pokoju zostawiając Zoe samą.

Kiedy skończyła śniadanie i wzięła prysznic, poczuła przypływ nowych sił w sobie.  Dzień zapowiadał sie naprawdę przyjemny i ciepły. Ubrała, więc krótkie szorty i czarną luźną koszulkę, którą ściągnęła w pasie paskiem a do tego ubrała parę butów o wyższych cholewkach zakupionych specjalnie tę okazję i wyszła na dwór.

- Gdzie się wybierasz? – Spytał Michael wychylając się przez okno w łazience. Widocznie właśnie musiał wyjść spod prysznica, bo ciemne włosy miał mokre i potargane. Zoe wzruszyła ramionami i spojrzała na mapę trzymaną w ręku.

- Rozejrzę się po okolicy.

- Sama? – Zdziwił się.

- No tak. Potrzebuje chwili samotności.

- Rozumiem, Nathan, Isabel i te sprawy…. – Powiedział i znacząco puścił jej oczko. – Tylko nie łaź za dużo, bo to nie miasto i GPS też tu nie działa…

- Mam mapę, obiecuję, że będę trzymać się szlaku! – Rzuciła przez ramie i poszła przed siebie. Słońce mocno świeciło jej w kark, kiedy ruszyła leśną ścieżką, którą dokładnie nie sprawdziła, dokąd ta prowadzi, ale jakoś nie bała się, że może gdzieś się zgubić.

Las szumiał uspokajająco a liście rzucały na ziemie chyboczący i wciąż zmieniający kształt cień. Dookoła napływały odgłosy natury tak różne od warkotu silników latających Flymodów i zwykłych samochodów. Tu panował spokojny świergot ptaków, który po raz pierwszy w życiu słyszała tak intensywnie oraz trzask gałęzi ocierających się o siebie i szum wiatru w liściach. To było cudowne! Jakby patrzyła na świat oczami dziecka, chłonąc każda zaobserwowaną nowość.

Wędrowała tak chyba z godzinę, szurając przy tym butami o piach i kopiąc, co chwilę inny kamień.  Zastanawiała się przy tym jak ludzie mogli dopuścić do tego, że prawie cała natura wyginęła. Zielone płuca lasów deszczowych zastąpiono filtrami i innymi wynalazkami, bo na przełomie wieków całkiem je wykarczowano by zrobić miejsca nowym miastom i budynkom. Mimo tego, że przez całe lata ekolodzy nawoływali, jakie mogą być konsekwencje takiego traktowania natury, nikt nie słuchał. Czasem tylko udawali, że coś z tym starają się zrobić.

Teraz dopiero zdawała sobie sprawę jak bardzo ludzie własną głupotą sami się dotkliwie okaleczyli. Było już niestety za późno, miała tylko szczera nadzieję, że Ternora przetrwa jeszcze całe wieki zanim i ona w końcu wyginie. Co tylko wtedy się z nami stanie?
Szła coraz bardziej oderwana od rzeczywistości, nie patrząc nawet, że zbacza ze szlaku i kieruje się w dół ku niewielkiemu urwisku. Zatrzymała się dopiero, kiedy dotarło do niej, co ma przed sobą. Spanikowana rozejrzała się dookoła nie pamiętając nawet, którą dokładnie stroną przyszła.

Zaklęła pod nosem i ciężko usiadła na kamieniu, ale długo nie potrafiła na nim wysiedzieć, bo coś wpijało jej się coraz mocniej w pośladki. Wstała i dopiero wtedy przyjrzała się dokładnie temu, na czym siedziała.

Ze zdziwienia ułożyła usta w ogromne „O”, a oczy mimowolnie jej się rozszerzyły do nienaturalnie wielkich.

To, co jej się tak wrzynało w tyłek było niczym innym jak wielkim niebieskim kamieniem błyszczącym teraz w promieniach słońca. Klejnot tkwił w skale.

- To wygląda jak ten posążek, który znalazłam w domu! – Wyszeptała do siebie totalnie zszokowana.
Jednak ten dziwny ziemniak – jak figlarnie nazwała figurkę a teraz i tą rzeźbę z kamienia- leżał na boku i tylko jedno oko wystawało spod warstw ziemi wraz z jednym kącikiem szerokich ust.

-Witam. – Zoe podskoczyła przerażona i obróciła się gwałtownie w tył skąd dochodził ten arogancki męski głos. – Jesteś nowa prawda? Z domu Walkerów?
Chłopak uśmiechał się do niej przyjaźnie oparty swobodnie o pień sosny jakieś pięć metrów od niej, ale nie mogła się powstrzymać od wrażenia, że cała jego swoboda była tylko pozorem. Jego czarne jak asfalt nieco przydługie włosy mieniły się delikatnie granatem w słońcu. Zoe uznała, że albo musiał je farbować na taki kolor albo natura naprawdę dała mu oryginalny odcień czarnego.  Oczy miał również ciemne jak dwa świdrujące ją na wylot węgielki a mleczną skórę miał delikatnie muśniętą słońcem. Do tego chłopak był nadzwyczaj wysoki i chudy, musiał mierzyć, co najmniej dwa metry wzrostu. Przywodził Zoe na myśl ogromnego pająka siedzącego na swej sieci.

- Cześć. Zgadłeś. – Odparła bacznie mu się przyglądając. Budził w niej dziwne uczucie, że powinna mieć się na baczności. – A ty gdzie mieszkasz?
Chłopak wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu i pokręcił głową z dezaprobatą.

-Nie powinnaś się tu szwendać, wiesz o tym, prawda?

– Odparł nie udzielając odpowiedzi na jej pytanie.  Zoe pokiwała tylko głową coraz bardziej przestraszona. W tym chłopaku było, co najmniej coś dziwnego…
Oczy mu rozbłysły jakimś dzikim blaskiem.

-No to zmykaj stąd muszko. Zanim jakiś kot cię zje.
Zoe ostatkiem siły woli wyprostowała się dumnie i spojrzała mu zaczepnie w twarz.

-Ciebie również nie powinno tu być! – Zawołała buntowniczo.  Na to chłopak roześmiał się głośno nie odrywając od niej wzroku.

-Masz rację dziewczyno, masz racje! – I znowu zachichotał – No, więc tak. Twoja chata jest w tamtym kierunku- wskazał dłonią jej drogę – odprowadziłbym cię, ale… jakoś nie mam na to ochoty.
Bezczelny! W Zoe zawrzała wściekłość. Odwróciła się na piecie i poszła we wskazanym przez niego kierunku.

- I tak bym nie chciała, byś mnie odprowadził! – Zawołała wściekła na siebie i na niego, a kiedy się obróciła by spojrzeć po raz ostatni na tego aroganta stwierdziła, że wokół „pana ziemniaka” nikogo nie ma.

Zobacz tez

Skomentuj prace

Dodaj komentarz
Pseudonim
Tresc
User Gość
Data 2010-03-11 21:05:07
Zapisywanie
Shoutbox
[ 2010-01-09 09:37:37 ] Maciek: Jak humorek Wam dopisuje? Zdarzyło się Wam ostatnio coś zabawnego?
[ 2010-01-09 12:18:23 ] Dracula: taaa... zaliczyłam kolokwium z matmy smile bardzo mi było zabawnie i zaciesznie po tym fakcie xd
[ 2010-01-09 14:52:15 ] Maciek: Grauluję. U mnie zbliża się kolejne z matmy. Wielkimi krokami
[ 2010-01-09 17:15:15 ] Misiael: Wpadnij do mnie na łacinę wink Kolosalna mordęga
[ 2010-01-09 18:10:23 ] Whore Of Babylon: :<
[ 2010-01-11 10:39:14 ] Dracula: Maciek, mnie całki dopadną w przyszłym tygodniu, więc wiem, co czujesz smile
[ 2010-01-11 18:36:42 ] Maciek: Będzie dobrze.
[ 2010-01-22 21:17:02 ] Dracula: Ja dziś pisalłam całki... I powiem, że cholernie cieżko było i nie wiem, czy dobrze wyszło hmm
[ 2010-01-22 21:17:14 ] Dracula: ale za to mam zaliczenie z ćwicze ń z fizyki big_smile
[ 2010-01-23 13:47:00 ] Dracula: i dziś dostałam z chemii big_smile
[ 2010-01-23 17:42:14 ] Maciek: No to się zaczęło... Sesja obsesja.
[ 2010-01-24 22:01:44 ] Szejnis17: jest tu kto? tongue
[ 2010-01-24 22:02:18 ] Szejnis17: weźcie poczytajcie coś u mnie na profilu tongue
[ 2010-01-26 22:05:13 ] Maciek: ok, zaraz
[ 2010-01-26 22:59:10 ] jaqqu: zaraz to taka duża bakteria
[ 2010-01-30 20:20:34 ] KRISS221i: ogłądałem po angielsku wcale nie taki fajny jak mówią
[ 2010-01-31 09:24:28 ] Maciek: Ale co?
[ 2010-01-31 12:02:59 ] KRISS221i: avatar z góry zaczełem czytać
[ 2010-01-31 12:14:42 ] Maciek: Ahaaa. Ja nie oglądałem. Jeszcze.
[ 2010-01-31 12:26:32 ] KRISS221i: i nie polecam
[ 2010-01-31 15:49:03 ] Merrik: A bł ktoś może na Parnassusie?
[ 2010-01-31 16:19:30 ] Misiael: Dziś o 23:30 chcę Was widzieć przed telewizorami - na TVP 2 będzie retransmisja najlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia.
[ 2010-02-01 21:31:31 ] Maciek: Kurczę, że też musiałem to przeczytać dopiero dzisiaj.
[ 2010-02-02 18:12:29 ] Sherrax: To była ściema w programie nigdzie nie pisało "jlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia."
[ 2010-02-04 21:07:02 ] El Daniel: Parnassus zajebisty. chyba ze ktos nie lubi odkreconych filmow w dodatku z nuta rozkminy smile
[ 2010-02-04 21:07:23 ] El Daniel: telewizja kłamie. albo program telewizji xd
[ 2010-02-17 20:26:07 ] Dracula: ha, no to semestr do przodu big_smile
[ 2010-02-25 19:22:33 ] Maciek: Ano
[ 2010-02-25 23:12:54 ] El Daniel: co tam! jp na 100%?
[ 2010-02-27 22:56:41 ] Maciek: Oooo nieeeee.
Zarejestruj się żeby pisać w shoutboxie.
reklama Kruczy KlifFanlista
© by Opowiadania 2006 - 2010 oparte na silniku Puklerz kontakt z adminem osób online: 8 Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO