Tresc Scenariusz na koniec roku:
"Jezioro łabęzie (?!) "
"Wszelkie podobieństwo do osób prawdziwych jest całkowicie zamirzone
i wynika tylko i wyłącznie z perfidii autorki. Jeśli przedstawione sytuacje obrażą was
w jakikolwiek sposób...pozostaje mi tylko życzyc miłego oglądania"
WERSJA III "Apokalipsa” (ostateczna i poprawiona)
ROLE:
Książe Maurycy
Wierny Przygłupi Przyjaciel Garbaty Odo
Kiężniczka łabęzi
Leśniczy- Aneta Matysiak
BARDZO Zły czarnoksiężnik Roman G.
Kaczuchy
(Las. Wchodzi Książe Maurycy i jego wierny przygłupi przyjaciel Odo. Książe ma na głowie zawadiacko przekrzywioną koronę i strzela z kuszy, do czego popadnie. Odo ma wielkiego garba na plecach i kaptur zarzucony na głowę. Zachowuje się trochę jak Toffik z Kabaretu Ani Mru-Mru. Maurycy strzela kolejny raz, zza parawanu wypada martwy leśniczy ze strzałą w sercu. Odo podchodzi do niego i trąca go podniesionym patykiem)
Odo: Panie chybaś zapił leśniczego!
Maurycy (nieco zażenowany głupotą sługi) : Ehhh...Odo mówi się 'zabił' . Zresztą nie ma żadnej straty...(macha bagatelizująco ręką) Stary był leśniczy i tak by niedługo wyciągnął kopyta...
(Odo wzrusza ramionami, zabiera trupowi leśniczego czapkę i zakłada ją sobie na głowę.Idą dalej; Maurycy nadal strzela bez ładu i składu; z drzew spadają zwierzęta ustrzelone przez księcia. Odo pogwizduje głośno. Maurycy kilka razy odwraca się przykładając palec do ust, ale to nie skutkuje i Odo nadal gwiżdże)
M(zirytowany) :Odo! Zamknij się!
O (pełnym niezrozumienia tonem) : Czemu panie?
M: Bo jesteśmy na polowaniu, a na polowaniach jest się zazwyczaj...CICHO! (ostatnie słowo wykrzykuje słudze do ucha. Chwila ciszy.)
O:Ojojoj. Moc zwierzaków panie...
M: Jużci Odo! To po prostu twój pan ma talent łowiecki! Patrz!
( na scenę wchodzi łabęź)
M: Patrz jak ustrzelę tego łabęzia!
Księżniczka Łabęzi: Taa... akurat nie potrafisz strzelić prosto przed siebie, a miałbyś trafi ruchomy cel?
(Maurycy przerażony chwyta się kurczowo ramienia Oda)
M: Kto to powiedział?
KŁ: Ja przygłupi kmiocie! (łabąź zamienia się w dziewczynę) Jak śmiesz przychodzi do matecznika i niepokoi zwierzęta?!
M (falsetem): No na tym polega polowanie...
KŁ: Ale nie wolno ci polowa w sercu lasu! Tu zwierzęta żyją w spokoju! (pokazuje ręką na dwie kaczki, które tuż po wejściu na scenę zaczynają tańczyć kaczuchy. Schodzą)
M (drżącym głosem; stara się być władczy) Kim jesteś dziewko i jak przemieniłaś się w łabęzia?!
KŁ: Dziewko? Dziewko!? Jak śmiesz?! Jestem księżniczką!!
(Maurycy milczy chwilę, po czym wybuch wrednym śmiechem)
KŁ: Z czego się śmiejesz patefonie ruski!?!
M: No powiedzmy, ze nie wyglądasz na księżniczkę!
KŁ:Excuse me! Ale ja jestem księżniczką!
M:Jesteś za brzydka!
(Księżniczka wybucha płaczem)
M (przerażony) : No nie płacz...to jeszcze nie powód do płaczu! Znałem wiele brzydkich księżniczek. Wprawdzie żadna nie znalazła sobie faceta, ale... (Księżniczka wybucha jeszcze głośniejszym płaczem)
KŁ (łkając) : Bo widzisz. Jak błam mała to taki wredny dziad Roman G. co to umiał czarować rzucił na mnie klątwę! Co dzień zamieniam się w łabęzia a tylko w nocy mogę stawać się człowiekiem! I tylko pocałunek prawdziwej miłości może odczynić urok!
M:Eeee... Stary dziad Roman G.?? Czy to nie przypadkiem to emo przypominające Frankensteina, co nazywa siebie Bardzo Złym Czarnoksiężnikiem od Edukacji i każe chłopskim dzieciom nosić takie same mundurki?
KŁ:Ten sam!!
(Nagle zza parawanu wpada Bardzo Zły Czarnoksiężnik od Edukacji. Ma bluzę z kapturem założoną tył na przód tak, że kaptur zasłania mu twarz.)
BZCoE Roman G.: Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!
M, KŁ & O: AAAAAAAAAAA!!!! (Księżniczka i Odo przestali krzyczeć i okazało się, że Książe krzyczy jak mała dziewczynka. Nagle arystokrata zamilkł i spojrzał na resztę zawstydzony)
M: NO, CO? Przechodzę mutację.
BZCoE Roman G: HA HA! Zero tolerancji dla młodzieży gimnazjalnej!
(Odo podbiegł do BZCoE Romana G i zszarpnął mu kaptur z głowy. Oczom widzów ukazuje się twarz jak z sennego koszmaru...a jest nią twarz Romana Giertycha!!!!)
BZCoE Roman G: AAAA! Nie patrzcie na mnie! Nie mogę się pokazywać publicznie bez make-up'u!! Co powiedzą koledzy z partii Libertas?! (wybiega)
M: Dżisas Christs! Ale jaja. Czy w tym kraju nie ma już normalnych ludzi?? Dobra (Zwraca się do księżniczki) urok może odczyni pocałunek prawdziwej miłości tak? (księżniczka ochoczo kiwa głową) No dobra. Odo!
O:Tak o łaskawy i majestatyczny - olaboga- panie?
M: Który ją całuje?
(Milczą chwilę. Na scenę wpada BZCoE Roman G już kapturem na głowie)
BZCoE Roman G (zirytowany) : Dżuma, syfilis, franca i trąd! Załatwmy to po męsku! Eme due like fake torba borba ósme smake deus deus kosma teus i moele bac! Raz dwa trzy to będziesz ty! (już wskazuje na Oda, ale szybko zmienia kierunek i wskazuje na Maurycego)
M: No dobra... (książe wyciera nos w rękaw głośno smarkając, kiedy chce objąć księżniczkę obsmarkanym ramieniem ta się odsuwa)
KŁ: Wiesz, co? Rozmyśliłam się! Ja lubię być łabęziem! Wiesz tak sobie latam i...i pływam sobie! Ale dzięki za troskę! (ucieka ze sceny)
M (z melancholią zwraca się do Oda) : Ach kobiety! Już myślisz, że jest twoja, już się cieszysz, że jakaś laska na ciebie leci a tu nagle jak przychodzi, co, do czego to zostawia cię na bruku... (zamyślony wyciera rękaw o bluzę BZCoE Romana G) Ehhh. Tylko ty jesteś mi wierny Odo. Tylko ty mnie nigdy nie zostawisz dla innego księcia!
BZCoE Roman G: Eeee...to zabrzmiało dziwnie...
M: Kończ waśc wstydu oszczędź!! Ja przynajmniej nie noszę kaptura na twarzy, bo JA jestem śliczny! ( z wyższością) To, dlatego ja jestem księciem, a ty i Odo kmiotami! Chodźcie postwię wam frytki w Mac'u!
(wychodzą)
DI ENT